Kiedyś napisałam taki tekst, wisi w jednym miejscu w sieci, ale nie jest go łatwo znaleźć, więc: wrzucam i tutaj. Dostał swego czasu Nagrodę Jaskra Publicystycznego, co nie znaczy, że jest jakoś szczególnie ciekawy. Raczej dla osób lubiących twórczość Ady Palmer i do tego starożytną Grecję.

PROEMIUM
Nie da się ukryć, że temat niniejszego eseju jest nieco – przyznajmy – szczegółowy. Terra Ignota Ady Palmer (2011-21) to cykl ceniony, także w Polsce (po części jest to zasługa kompetentnego tłumacza, Michała Jakuszewskiego), ale daleki od mainstreamowej sławy na miarę gwiazd fantastyki. Co więcej: seria Palmer ma zasłużoną opinię tekstu polaryzującego, budzącego zarówno entuzjazm, jak i niechęć. Za tę ostatnią po części odpowiedzialna jest specyficzna narracja oraz kulturowe gry i zabawy autorki, która słowami swojego wysoce niewiarygodnego narratora deklaruje posługiwanie się stylistyką i ideami osiemnastowiecznej francuskiej powiastki filozoficznej spod znaku Diderota i Voltaire’a, ale w rzeczywistości zarzuca sieć skojarzeń znacznie szerzej i na znacznie głębsze wody nas, czytających, swoim syrenim śpiewem wyciąga.
Nawet mało uważny czytelnik powieści amerykańskiej uczonej i pisarki zauważy bez trudu mitologiczne imiona i postacie, którymi usiany jest cykl – zwłaszcza od tomu drugiego; zabieg ten osiąga kulminację w tomie czwartym. Trudno w końcu pominąć odkrytą pod koniec Siedmiu kapitulacji tożsamość Majora, który okazuje się homeryckim Achillesem – albo raczej: który zostaje w niego przekształcony przez Bridgera, dziecko o boskich mocach ożywiania i wskrzeszania. Kiedy jednak przyjrzeć się mitologicznym skojarzeniom Palmer z perspektywy osoby głęboko zainteresowanej antyczną tradycją kulturową, rzecz okaże się znacznie bardziej skomplikowana.
Na potrzeby niniejszego eseju pozwolę sobie postawić dwie hipotezy. Po pierwsze: skojarzenia i intertekstualne aluzje Ady Palmer zasadniczo nie odnoszą się do mitologii greckiej jako zespołu mitycznych opowieści o różnorodnym pochodzeniu – dotyczą konkretnie tradycji epickiej, a jeszcze dokładniej, homeryckiej, a więc Iliady, Odysei, ale także Hymnów homeryckich oraz, w mniejszym stopniu, tekstów stanowiących ich szeroko pojętą recepcję: późniejszych epickich narracji o Iliupersis (zdobyciu Troi) i nostoi (powrotach herosów spod Troi). Po drugie: całość cyklu Terra Ignota jest, do mniej więcej połowy tomu czwartego, samoświadomym i autotematycznym retellingiem Iliady. Natomiast od momentu, w którym zamyka się akcja homeryckiej Iliady, czyli od kiedy Achilles zabija Hektora (którego wariantem w powieści jest Bryar Kosala) i oddaje jego ciało – co w Być może gwiazdy następuje w rozdziale siedemnastym, zatytułowanym Druga bitwa o Almagest – epicka struktura rozluźnia się, a jednocześnie zagęszcza. Już nie podążamy za (bardzo twórczo ujętymi) wydarzeniami z homeryckiego opisu wojny trojańskiej, przechodzimy za to z jednej strony do wariantu Odysei, z drugiej – do skojarzeń z aspektami mitycznej narracji o Apollinie, zaczerpniętych z homeryckiego Hymnu do Apollina, z trzeciej wreszcie – do mnogości późniejszych wariantów historii trojańskiej, nie tylko tych znanych (Palmer explicite przywołuje Tryfiodora, o którym, zapewniam, nie słyszała nawet większość badaczy antyku!) i, co najciekawsze, bynajmniej nie tylko tych antycznych. Ten ostatni zabieg został zapowiedziany mottem do tomu czwartego; narratologiczna analiza jego znaczenia świetnie naświetla intencje autorki. Być może gwiazdy otwiera cytat z Boskiej komedii Dantego (Piekło, pieśń XXVI, przytoczony przez Michała Jakuszewskiego za pierwszym polskim przekładem Juliana Korsaka (wydanie pośmiertne, 1860):
O Bracia, rzekłem, po tylu przygodach Rzucamy kotew na zachodnich wodach; A więc użyjmy tej reszty żywota.Zwiedźmy, wszak krótkim tu każdy z nas gońcem, Świat niemieszkalny tam dalej za słońcem!
Słowa te znakomicie korespondują z obecnym w całym cyklu, a szczególnie właśnie w tomie czwartym, motywem eksploracji kosmosu i wyprawy w nieznane, związanymi z kluczową dla fabuły Pasieką, czyli Utopią – ale jeden rzut oka na szerszy kontekst tych wersów ujawnia ich dodatkowe znaczenie. Wystarczy sprawdzić, kto i w jakich okolicznościach wypowiada u Dantego te słowa. Fakt, że jest to Ulisses / Odyseusz, jest absolutnie nieprzypadkowy: z jednej strony ta postać odegra w Być może gwiazdy kluczową rolę, z drugiej – cytat akurat z Dantego, a nie, chociażby, z Odysei podpowiada, że autorka bardzo celowo wychodzi poza antyczny krąg skojarzeń: jej Odyseusz nie jest dokładnym odpowiednikiem homeryckiego herosa, jest raczej, jak Ulisses Dantego, kolejnym, nieco innym (i, jak dantejski bohater, kontrowersyjnym – nieprzypadkowo w Boskiej komedii Odys znalazł się w piekle!) wcieleniem męża wielce obrotnego.
Omówienie wszystkich detali i motywów epickich aluzji u Ady Palmer wymagałoby zdecydowanie dłuższego i bardziej szczegółowego artykułu. Skupię się więc na wybranych przykładach z każdego z kluczowych obszarów, bo choć nie dadzą one absolutnie pełnego obrazu, pozwolą jednak rzucić okiem na skomplikowaną i finezyjną pajęczynę, w jaką Palmer splata swoje gry z homerycką tradycją.
CZĘŚĆ PIERWSZA: EPIKA I GRY Z CZYTELNIKIEM
Epika grecka jako jeden z modeli, zarówno gatunkowych, jak i fabularnych oraz stylistycznych, to najtrudniejsza chyba do uchwycenia sfera intertekstualnych skojarzeń u Palmer. Z jednej strony ogromny rozmiar całego cyklu sprawia, że – zwłaszcza przy pierwszej lekturze – nie wszystkie aluzje i nawiązania da się wyłapać. Z drugiej – zauważenie elementów konstrukcyjnych typowych dla klasycznej epiki, takich jak rozbudowane porównania homeryckie, które Palmer bardzo lubi, jak typowe dla Homera i jego naśladowców katalogi postaci i miejsc, jak konsekwentne używanie przydomków i stałych epitetów postaci (słodkie, silny/a dla Carlyle Foster, na przykład, czy homeryckie szybkonogi dla Achillesa) albo sceny aristei, czyli pojedynków, w których heros uzyskuje pełnię swoich mocy i możliwości, wymaga pewnego obycia z klasycznymi epickimi formami i znajomości przede wszystkim Homera, nie tylko na poziomie treści, ale i gatunku oraz rozwiązań formalnych. Jednocześnie, jeśli czytelnik tych skojarzeń – splecionych z manieryzmami typowymi dla, na przykład, Diderota, albo dla dziewiętnastowiecznej prozy – nie wyłapie, nie straci możliwości odczytania fabuły i idei tekstu.
Związki Terra Ignota z Iliadą są złożone i zapośredniczone na przynajmniej kilku poziomach. Znakomicie unaocznia to fakt, że pierwsza w oczywisty sposób związana z homerycką fabułą postać, jaką przywołuje powieść Do błyskawicy podobne, to wzmiankowana w rozdziale drugim królowa Troi Hekuba – ale skojarzenie z nią odwołuje się nie tyle czy też nie tylko do jej roli znanej z Iliady, ale także do znanego passusu z Hamleta. Palmer wskazuje tu na wielostronność i wieloznaczność swoich skojarzeń, trochę zbija czytelnika z tropu, każe sięgać do własnej kulturowej pamięci i iść jednocześnie kilkoma śladami. Od finału drugiego tomu – czyli, w autorskim zamierzeniu Palmer, końca pierwszej części cyklu – fabularne nawiązania do Iliady stają się coraz bardziej oczywiste nie tylko dla nas, czytających, ale i dla bohaterów. Co więcej, mają one w świecie powieści swoje wyraźne uzasadnienie.
Jednym z głównych, nadrzędnych tematów cyklu Palmer wydaje się motyw, powiedzmy, teologiczny, chwilami bliski teodycei, upostaciowany przez dwóch (a może trzech?) bohaterów o niejednoznacznym charakterze i naturze: to, jak ich potraktujemy, zależy od tego, ile wiary pokładamy w niewiarygodnej (i to na wielu poziomach!) narracji Mycrofta Cannera. Postaciami tymi są oczywiście Jehovah Mason i Bridger (a trzecią byłby zapewne Stwórca naszego świata i Rozmówca młodego Masona, by posłużyć się terminami Palmer). Stwórcze moce Bridgera – utożsamionego przez Mycrofta z synem Apollina, jednocześnie pogromcą śmierci i jej ofiarą, greckim śmiertelnym bogiem Asklepiosem – przekształcają świat na skalę, której nie dało się przewidzieć nawet przy uważnej lekturze tomu pierwszego. Jednym z elementów tego przekształcenia jest fakt, że Mycroft, który Bridgera wychował, czytał z nim Iliady – i zupełnie nieprzypadkowo używam tutaj liczby mnogiej. Obok homeryckiej mamy bowiem u Palmer jeszcze jedną Iliadę: przetworzenie homeryckiego tekstu na epikę science fiction, znaną w jedynym, autorskim egzemplarzu, który Mycroft Canner odziedziczył z woli zamordowanego autora, Apolla Mojave. Iliada Homera i Iliada Apolla ukształtowały naturę i ogląd świata dziecka-boga do tego stopnia, że w momencie swojej śmierci i jednocześnie ożywienia Achillesa Bridger przemienił świat dookoła, kształtując go na obraz i podobieństwo obu Iliad. Bohaterowie – a przynajmniej Mycroft – zdają sobie sprawę, że żyją w narzuconej wolą łagodnego i kochającego, ale jednak dziecka (którego ogląd świata był, z natury i wychowania, nieco ograniczony i niedojrzały) rekonstrukcji homeryckiej wojny trojańskiej, że część z nich wpisana jest w homeryckie role determinujące ich los i że są związani fatum w stopniu co najmniej podobnym, jak postacie Iliady. Wiedzą też, że w momencie zakończenia akcji eposu – czyli kiedy ich Achilles zabije ich Hektora i odda jego ciało, tym razem nie na pogrzeb, ale by przywrócić je do życia – siła mojry osłabnie, a oni sami będą nieco bardziej wolni w kształtowaniu swego losu. Wtedy Mycroft stanie się Odyseuszem i przeżyje jego przygody, wtedy Apollo Mojave ostatecznie przekształci się w boskiego Apollina, a homeryckie skojarzenia – łącznie z tym, która ze stron konfliktu Gordianie – Utopia jest skazaną na klęskę Troją – staną się płynne i możliwe do zmiany. Fabularne oparcie konstrukcji cyklu na Iliadzie i potem na jej kontynuacjach działa więc i w świecie powieści, i poza nim.
CZĘŚĆ DRUGA: BOGOWIE
Skoro mamy epikę, to mamy także epickich bohaterów, w tym, obok herosów, bóstwa. Tu bardzo wyraźnie widać homerycki charakter skojarzeń Palmer. Jej panteon – złożony, nieoczywisty i bardzo heterogeniczny, jeśli chodzi o naturę i zadania bogów – wywodzi się wyraźnie z epiki. Nie ma u niej, na przykład, Dionizosa, podobnie jak nie ma go u Homera. Ograniczona jest rola Zeusa, kilkakrotnie wzmiankowanego, ale nie wprowadzonego na większą skalę jako postać; w Iliadzie Zeus jest zdecydowanie obecny, ale też stoi ponad innymi bogami i herosami, nie biorąc udziału w walce. Nieprzypadkowo głównymi bóstwami, które pojawiają się w świecie Palmer, są ci, którzy odegrali szczególną rolę w homeryckiej narracji o Troi: Posejdon, Asklepios (który sam nie był obecny, ale jego synowie służyli jako lekarze) i przede wszystkim Apollo. Przyjrzyjmy się na kilku wybranych przykładach, jak autorka konstruuje swoje nowe wersje bogów.
Są u Palmer bóstwa, których natura i charakter pozostaje niezmienny i odbija przekonania greckiej literatury i mitu. Tu przede wszystkim warto wspomnieć o Hadesie. Temat zmarłych, dusz i życia pozagrobowego pojawia się przede wszystkim w tomach trzecim i czwartym i powiązany jest z dwiema postaciami: po pierwsze z Achillesem, w kontekście jego sławnej wypowiedzi z XI pieśni Odysei, że wolałby być żywym sługą u ubogiego chłopa niż królem wśród zmarłych, po drugie – z tym, do którego w Odysei Achilles wypowiada te słowa, czyli z Odyseuszem/Mycroftem. Temat pokonania śmierci, zapewnienia ludzkości nieśmiertelności, stanowi w cyklu Palmer kluczowy obiekt badań, ale i oś sporu Utopia – Gordianie. Do dwóch metod proponowanych przez Pasieki – naukowego przedłużenia życia i równie naukowego przeniesienia ludzkiej świadomości do maszyny – Mycroft dokłada trzeci, bardzo bliski greckiemu myśleniu epickiemu, ale dający się równie dobrze podsumować słowami Terry’ego Pratchetta: nikt nie jest ostatecznie martwy, dopóki nie uspokoją się zmarszczki, jakie wzbudził na powierzchni rzeczywistości (Kosiarz, przeł. P. W. Cholewa). Póki trwa pamięć, trwa istnienie – bezcielesne, oderwane od konkretu, smutne, ale istnienie. I Achilles, i Mycroft/Odyseusz są w cyklu Palmer rzecznikami zmarłych i depozytariuszami pamięci. Zarazem obydwaj – stworzony z zabawkowego żołnierzyka Achilles i wcielony w Mycrofta archetyp Odysa wiecznego tułacza – reprezentują trwanie archetypu i tradycji, ostatecznie triumf pamięci nad śmiercią.
Hades Palmer jest w zasadzie identyczny ze swoim homeryckim wzorcem. Inaczej jest z Posejdonem. To jego pojawienie się wprowadza do cyklu Odyseję. W rozdziale jedenastym powieści Być może gwiazdy Mycroft definiuje nowe rozumienie Posejdona: nie jest on już po prostu bóstwem morza, ale tego, co morze dla Greków symbolizowało, a więc oddalenia, odległości, braku porozumienia. Jako taki wydaje się początkowo wrogiem wszystkiego tego, do czego dąży Mycroft i idealizowana przez niego Utopia (a wrogość Mycrofta i Posejdona jest pierwszym sygnałem, że skończyliśmy Iliadę i w tym wątku zaczynamy Odyseję). Dopiero później przypominamy sobie, że u Homera Posejdon i Apollo blisko współpracują: że bez Odległości ludzkość nie miałaby potrzeby wędrówki, poszukania, postępu. Posejdon i Apollo. Odległość i cel, ignorancja i poszukiwanie wiedzy, połączone ze sobą jak serce i płuca, mówi Mycroft w momencie zrozumienia.
A skoro jesteśmy przy Apollinie: bodaj czy nie najciekawszą rzeczą, jaką Palmer robi z olimpijskim panteonem, jest jej wariant tej właśnie postaci. Postać nosząca to imię to Apollo Mojave, o którym na początku wiemy tyle tylko, że nie żyje. Powoli odsłania się przed nami jego natura i los. Wiemy, że był złotym dzieckiem Utopii, że miał wizję nieuniknionej wojny, że stałby się wiodącą postacią ludzkiej historii, gdyby nie zginął w makabryczny sposób z ręki swego ukochanego ucznia, Mycrofta Cannera. Powód tego i pozostałych morderstw popełnionych przez Mycrofta ujawnia się powoli, przez kilka tomów (i domagałby się odrębnej analizy), ale mnie w tym momencie interesuje pomysł Palmer na to, jak przekształca nieżyjącego człowieka w boga. Kluczem jest wojna trojańska: Apollo Mojave, współtwórca planu doprowadzenia do krótkiego i stosunkowo mało krwawego konfliktu, który miał uchronić ludzkość przed katastrofą wojny znacznie bardziej zabójczej, odpowiada tu Apollinowi, głównemu wśród bogów aktorowi wojny trojańskiej, a im dalej w wojenne wydarzenia, tym rola Apolla jako boga jest mocniejsza. Ale jego znaczenie na tym się nie kończy. W Być może gwiazdy Apollo jako ucieleśnienie Utopii, ciągle marzącej o gwiezdnych podróżach, przybiera inne oblicze greckiego boga. Srebrnołuki bóg-wojownik ustępuje miejsca patronowi wędrówek, odkryć i opiekunowi obcych, patronowi światła oświetlającego drogę ludzkości w przyszłość. Apollo Mojave i Apollo-bóg łączą się i mieszają, nie wiadomo, gdzie kończą się cechy człowieka, zabicia którego Mycroft nigdy sobie nie wybaczył, a zaczynają te boskie, nieśmiertelne.
CZĘŚĆ TRZECIA: HEROSI
Nie mamy niestety miejsca, by poddać szczegółowej analizie to, komu przypadła jaka rola w Iliadzie Ady Palmer ani w jej Odysei. Warto podkreślić jednak pewne ogólne idee i koncepcje. Po pierwsze, autorka nie przepisuje historii postaci w całości i nie przenosi wszelkich szczegółów. Sięga raczej po kluczowe cechy etosu danej postaci, często w sposób paradoksalny dla czytelnika. Jej Achilles jest archetypem weterana i wojownika – pamięta zarówno wojnę trojańską, jak i pierwszą wojnę światową, a w świadomości ma i przyszłą wojnę w kosmosie, w której przyjdzie mu walczyć. Autorka nieraz przy tym zwodzi czytelnika albo przypisuje pewne cechy danego herosa / heroiny kilku postaciom. Danae de la Trémoïlle Mitsubishi jest, na przykład, już przy pierwszym pojawieniu się określona jako twarz mająca największe szanse wyprawienia w morze tysiąca okrętów, z aluzją do sławnej frazy Christophera Marlowe’a. Czyniłoby to z niej Helenę Trojańską – ale to nie ona jest Heleną tej historii. Heleną – obiektem pożądania wszystkich stron, której piękno (w tym przypadku piękny umysł) i skarby (wiedza o przyszłych technologiach umieszczona w jego mózgu przez Bridgera) jest szalony nauczyciel, niedoszły samobójca i morderca mimo woli, Cato Weeksbooth. Widać tu, jak Palmer wybiera kluczową dla siebie cechę postaci, a resztę – w przypadku Heleny na przykład nieziemską urodę czy zakochanie w Parysie – pomija. Czasami z kolei dana postać łączy w sobie cechy kilkorga herosów/postaci/idei: Sniper jest Parysem w momencie, gdy zabija Achillesa, ale staje się później, z woli Mycrofta i po tym, kiedy Troją zostają Gordianie, ucieleśnieniem konia trojańskiego.
Fantastycznie efektowne jest ogranie w Być może gwiazdy sekwencji pojedynków i śmierci bohaterów w księgach 16-24 Iliady. Tłem jest druga bitwa o Almagest i to, co się podczas niej dzieje. Najpierw Ando Mitsubishi (Sarpedon) ginie z rozkazu Cornela MASONA (Patroklosa), przy czym pojedynek między nimi to de facto retoryczna debata poprzedzająca wydanie rozkazu. Atak pociąga za sobą odpowiedź: Patroklos-cesarz ponosi śmierć podczas ataku na windę kosmiczną Almagest. Wpisuje to w rolę Hektora Bryar Kosalę, przywódczynię Kuzynów, która tym atakiem kierowała, skazując ją jednocześnie na śmierć z ręki Achillesa. Kosala-Hektor ginie, a Achilles oddaje jej ciało – nie, jak w przypadku Iliady, by Trojanie mogli je pogrzebać, ale po to, by Cato Weeksbooth mógł zrobić pierwszy krok ku pokonaniu śmierci i przywrócić Kosalę do życia. Ten akt kończy Iliadę Ady Palmer: akt oddania ciała jest jednocześnie homerycki w swym charakterze, ale przełamujący homerycką narrację pod względem fabularnym.
PODSUMOWANIE: WIELKA ROZMOWA
Byłoby krzywdą dla cyklu Palmer upierać się, że zawiera on wyłącznie skojarzenia ze starożytną epiką: osiemnastowieczne nawiązania są u niej znacznie więcej niż kostiumem, wielokrotnie odwołuje się do powieści dziewiętnastowiecznej z Victorem Hugo (Nędznicy) i Arthurem Conan Doylem na czele, polityczne koncepcje Thomasa Hobbesa dostarczają z kolei kluczowych modeli dla jej wizji politycznych, bardzo znaczący jest również wpływ klasyków SF, zarówno literackiej (widziałabym przede wszystkim skojarzenia z nowatorską powieścią Gwiazdy moim przeznaczeniem Alfreda Bestera), jak i mangowej/anime, ba, nawet dla odniesień do antyku grecko-rzymskiego mamy u niej drugi ważny kompleks motywów, oscylujących wokół uważającego się za potomka Achillesa Aleksandra Wielkiego i osób z nim historycznie/kulturowo powiązanych, jak Arystoteles czy (przede wszystkim) Diogenes. Niemniej Iliada i postać Odyseusza w jej licznych, także pozahomeryckich wariantach, wydają się dla cyklu Palmer bardzo istotne. Po pierwsze, organizują fabułę wokół wątków, postaci i elementów konstrukcyjnych (mam wrażenie, że nawet podział scen na te dziejące się między herosami i te, w których występują postacie boskie – Jehovah Mason i Bridger – odbija epicki konstrukt scen na ziemi i na Olimpie). Klucz do ich drugiego znaczenia poddaje w posłowiu do tomu czwartego sama autorka. Palmer przytacza tam słowa wspomnianego wyżej Conan Doyle’a: Miło byłoby wyobrazić sobie, że istnieje jakaś fantastyczna otchłań dla dzieci wyobraźni i dodaje już od siebie: Jakąś cząstką jaźni zawsze pragnęłam, żeby ktoś inny – i Doyle to zrobił! – wspomniał o tej tylko częściowo realnej Walhalli, której mieszkańcy są tak potężni (pozbawieni ograniczeń i nieśmiertelni), a jednocześnie całkowicie zależni od nas, ponieważ to my dajemy im życie naszymi myślami. W tym sensie przetworzenie świata greckiej epiki (i wszystkich innych światów) jest dla Palmer i jej czytelników zwycięstwem nad trojgiem największych wrogów ludzkości, których Mycroft/Odys wymienia w rozdziale jedenastym Być może gwiazdy: Odległością (która oddziela odbiorców od twórców), Czasem (który niszczy i odbiera znaczenie zarówno ludziom, jak i ich kreacjom) i Śmiercią, która, bardzo w duchu greckiej epiki, jest jednocześnie Zapomnieniem. W tym samym sensie Terra Ignota jest Wielką Rozmową. W świecie powieści toczą ją – używając ludzi, historii i natury – dwa na słońcach swych przeciwnych bogi, by użyć wielce adekwatnej frazy Słowackiego, czyli Stwórca naszego świata i jego Gość, Jehovah Mason, ale przecież taka Rozmowa toczy się także między Adą Palmer, jej mistrzami i poprzednikami, a każdym z nas czytających. Toczymy ją ponad Czasem, Odległością i Śmiercią za każdym razem, gdy otwieramy tekst, by czytać.






































