Lem i inne osoby

Przetacza się przez polski internet dyskusja związana jakoś tam z Rokiem Lema, ale może i jeszcze bardziej – z kwestią rynku i pozycji polskiej fantastyki, autorów i autorek, osób piszących SF i ich szans publikacyjnych, a w tle – szans na pojawienie się “drugiego Lema”. Marcin Zwierzchowski, od którego tekstu zamieszczonego na Lubimy Czytać ta faza debaty się zaczęła – choć tak naprawdę zaczęła się od polemiki tegoż Zwierzchowskiego z tekstem Krzysztofa Zajasa z Czasu Literatury – rozumie tego “nowego Lema” nie tyle jako autora piszącego w Lemowskiej tradycji, co raczej – pisarza o pozycji takiej, jaką cieszył się twórca Solaris, a jednocześnie nie odżegnującego się od pisania SF. Wychodzi od tegorocznego Festiwalu Conrada, który mimo tematu “Natura przyszłości”, aż proszącego się o zaproszenie fantastów, woli prowadzić tę dyskusję również w inny sposób, niefantastyczny. Również, choć ani jednej osoby piszącej SF nie zaprosili. Zwierzchowski słusznie zauważa, że bardzo słaba pozycja polskiej SF w szerokiej debacie o kulturze odrzuca zdolnych debiutantów od pisania w tej konwencji (żeby było jasne – w innych formułach fantastyki nie jest łatwiej) i że nowego Lema w tej sytuacji się nie doczekamy.

Dalsza dyskusja zmierza w nieco inną stronę – felieton Ginny Nawrockiej na stronie Whosome poszedł raczej w stronę polemiki z wymienionymi przez Zwierzchowskiego propozycjami nazwisk kandydatów na ciekawych polskich twórców i twórczyń SF. Tam, gdzie Zwierzchowski wymienia , cytuję (wybierając autorów z ostatnich lat, jego lista jest dłuższa),

Jacka Dukaja, Rafała Kosika, Cezarego Zbierzchowskiego, Michała Protasiuka, Martynę Raduchowską, Krystynę Chodorowską, Michała Cholewę, Jakuba Nowaka, Marcina Przybyłka,

Ginny N. piszą przede wszystkim o debiutujących autorkach: w ich tekście, obok potraktowanych jako wzorce negatywne Dukaja i Radka Raka (który skądinąd SF pisze dość rzadko – choć gdzieś w tę stronę sięga jego opowiadanie “Kraina piasku” z NF 8/2020), jako pozytywne przykłady wymienione są Marta Magdalena Lasik, Joanna Krystyna Radosz, Krystyna Chodorowska, Marta Potocka, Anna Kańtoch, Karolina Fedyk, Anna Łagan, Olga Niziołek i Weronika Mamuna.

Nie do końca akurat całość tej listy mnie przekonuje (Fedyk to IMHO bardzo dobra już pisarka, której najmocniejszym obszarem jest jednak zdecydowanie fantasy, a niekoniecznie SF, Radosz pisze bardzo dobre obyczajówki z elementami kryminalnymi i ma duży talent do opisywania postaci i ich relacji, ale do fantastyki ucieka się dość okazjonalnie), ale sam pomysł jej stworzenia wydał mi się inspirujący.

Nie czuję się na siłach dyskutować o tym, co musiałoby się zmienić w polskim rynku wydawniczym, żeby osoby piszące fantastykę zaczęto traktować serio – co było osią tekstu Marcina Zwierzchowskiego. Czuję się dużo bardziej kompetentna do pójścia drogą felietonu Ginny N. i wskazania, gdzie tym razem ja widzę nadzieje polskiej SF. Podobnie jak wybór Ginny, mój też będzie subiektywny i na pewno niepełny.

Skupię się na kilku ostatnich latach – nie będę więc wspominać na przykład o Annie Kańtoch, która w ostatnich latach skupiła się na konwencjach innych niż SF (która w jej wykonaniu też była raczej z pogranicza weirdu i specyficznie rozumianej vintage space opery, za której patrona można byłoby pewnie uznać bardziej Żuławskiego niż Lema). Nie omówię też dokładniej twórców znanych i znaczących, jak na przykład Paweł Majka czy Romuald Pawlak. W sporej większości sięgnę bowiem po twórczość osób, które karierę pisarską dopiero zaczynają, mają w dorobku opowiadania albo pojedyncze powieści – choć, owszem, wskażę też jedną czy drugą osobę z większym uznaniem i dorobkiem.

Kto więc z młodych stażem twórców i twórczyń w Polsce zwrócił moją uwagę jako autor(ka) SF?

Niewątpliwie wymieniona przez Ginny Marta Magdalena Lasik. Zaintrygowało mnie parę lat temu jej “Zwierciadło w dziurce od klucza“, umieszczone w antologii ŚKF “Skafander i melonik”, i od tej pory śledzę jej twórczość. W tym roku na mojej liście nominacji do Nagrody im. Janusza A. Zajdla znalazł się jej tekst z NF, “Głos Słońca” . Lasik, sama z wykształcenia związana z nauką, pisze SF dość bliskiego zasięgu, inteligentne, nie uciekające także od emocji i skupienia na postaciach. Równie wysoko cenię inną wymienioną przez Ginny autorkę, Olgę Niziołek. Niziołek to autorka wszechstronna, której pisarstwo lokuje się gdzieś między SF bliskiego zasięgu a motywami gdzieś podchodzącymi pod new weird. Jej tekst (“Ogród rozkoszy ziemskich” z antologii Tęczowe i fantastyczne) również był na mojej tegorocznej liście Zajdlowych nominacji.

Z wymienionych zarówno przez Zwierzchowskiego, jak i przez Ginny twórczyń niewątpliwie warto pamiętać o Krystynie Chodorowskiej – to nie jest autorka, z którą mnie osobiście, jako czytelniczce, byłoby jakoś bardzo po drodze, ale niewątpliwie jako twórczyni jest ona dojrzała i ciekawa. Nieco podobnie mam zresztą z inną autorką, której pozycja rośnie, i słusznie, a która w tych zestawieniach się nie pojawiła – a mianowicie z Magdaleną Kucenty. Może nie zawsze mnie jej cyber-punkujące teksty w 100% przekonują, ale uważam, że jest to pisarka ciekawa, pomysłowa i warta uwagi. Elementy cyberpunku widoczne są także w twórczości Anny Nieznaj, członkini grupy Harda Horda, której zbiór Błąd warunkowania zawiera teksty tą konwencją inspirowane. Skądinąd w polskim cyberpunku – który przecież jak najbardziej jest częścią konwencji SF – mamy też przecież pisarkę, o której można bez większego wahania powiedzieć, że jest królową: Martynę Raduchowską.

A jak już mowa o cyberpunku – warto wymienić, wśród młodych stażem jego twórców, także Kornela Mikołajczyka (którego zeszłoroczna powieść, Człowiek, który zniknął. Deus Ex Machina, flirtuje i z cyberpunkiem, i z elementami humoru, i z czarnym kryminałem), a także oryginalnego w swoim (inspirowanym często muzyką i artystycznymi zainteresowaniami samego autora, który również tworzy grafikę) podejściu do SF Sylwestra Gdelę, któremu też zdarza się do konwencji cyberpunku odwoływać, a którego opowiadanie “Mgły nad Atlantis” z tomu Nowoświaty raczej na pewno będzie jedną z moich nominacji Zajdlowych za 2021. W tym samym tomie jest też udane opowiadanie Marka Kolendy, autora opowiadań, którego dorobek jest jeszcze niezbyt duży, ale który w tekście “Dzieci Marii” pokazuje się jako ciekawy twórca SF. Warto zapamiętać to nazwisko.

Nagrodę Zajdla za opowiadanie za rok 2020 otrzymała Marta Potocka, która w konwencjach związanych z SF porusza się umiejętnie – warto zerknąć choćby na jej “Flauna” z antologii Skafander i melonik, który bardzo sprawnie i efektownie ogrywa konwencję horroru w kosmosie. A jak już mowa o nominacjach do Zajdla – warto wspomnieć o wielokrotnym nominowanym z tego roku, Krzysztofie Rewiuku. Współtworzone z Krzysztofem Matkowskim opowiadania “Dziewczyna z papieru i ognia” (nominacja dla Zajdla 2019) i “Święci z Vukovaru” bliższe są konwencjom może trochę weirdu, może – w przypadku “Dziewczyny…” – swoistej historyzującej fantasy i po ich lekturze nie tak łatwo wyobrazić sobie Rewiuka jako autora SF. Tymczasem jest on pisarzem SF pełną gębą – i ma w dorobku opowiadania SF naprawdę znakomite. Bardzo umiejętnie rozmaite powiązane z SF, głównie bliskiego zasięgu, konwencje ogrywa też w swojej twórczości Wiktor Orłowski – warto zerknąć na przykład do zawartego w Fantazjach zielonogórskich IX opowiadania “Śmierć w Mountain Green”, by się przekonać.

Umiejętnie i skutecznie posługuje się konwencjami związanymi z SF także Bartek Biedrzycki, którego zeszłoroczny zbiór Zimne światło gwiazd pokazuje, że ma on i warsztat, i pomysły. Ciekawym głosem w polskiej SF jest Magdalena Świerczek-Gryboś – autorka pisząca i wydająca dużo, nie zawsze równo, ale mająca twórcze i oryginalne pomysły; jej pisarstwo wychodzi zresztą często poza konwencje SF.

EDIT, bo poniewczasie przypomniałam sobie jeszcze dwa nazwiska. Znana m. in. z NF Anna Łagan, autorka pisząca w różnych konwencjach, pisuje również SF, podobnie jak publikujący w wielu różnych mediach (m.in. w Silmarisie Jerzy Bogusławski. Oboje są jak najbardziej warci wpisania na listę obserwowanych.

Na koniec chciałabym wspomnieć o jeszcze dwojgu autorach, których kariery – no, w zasadzie dopiero startują. Kamila Regel ma w dorobku na razie głównie II miejsce w plebiscycie portalu Nowa Fantastyka na opowiadanie tekstem “Siedem wrót ki-gal” – ale serio, poświęćcie chwilę na ten tekst, bo niewiele osób w naszym kraju, moim skromnym zdaniem, potrafi tak łączyć kosmiczne SF z głębokim wyczuciem dla mitu. I zapamiętajcie to nazwisko, bo moim zdaniem, jeśli wszystko pójdzie dobrze, to Regel może w polskiej SF sporo namieszać. A jak już jesteście na forum, zerknijcie na odlotowe, niesamowite, jakoś tam spokrewnione z najbardziej szalonymi tekstami Dukaja “Kwantowego serca ostinato”, bo jego autor, jeśli wytrwa przy pisaniu, też ma szanse stać się w polskiej SF głosem odrębnym i szalenie ciekawym.

Czego tu brakuje? Hard SF w stylu Egana czy Wattsa. Space opery takiej, jaką dziś pisze się na świecie – polskiego Yoona Ha Lee czy polskiej Arkady Martine na tej liście nie ma. Ale przede wszystkim – brakuje, tak naprawdę, szans, żeby to grono utalentowanych i różnorodnych osób miało szanse wypłynąć na szersze wody i się pokazać. Bo sam(a) z siebie fantast(k)a o pozycji i dorobku Lema nam się nie narodzi, to jest pewne.

Zew Zajdla 2020: opowiadania (10): Wiktor Orłowski, “Głębia snuff”

To już ostatnie dni głosowania na najważniejszą z polskich fanowskich nagród fantastycznych! W ramach akcji #ZewZajdla, promującej lekturę polskiej fantastyki i świadome głosowanie na jej najważniejszą przyznawaną przez fanów nagrodę, polecam na tym blogu, w krótkich notkach, te opowiadania, które mnie się szczególnie w 2020 podobały i które sama rozważam jako kandydatury do umieszczenia na mojej własnej liście. Głosuje się, jak w zeszłym roku, online, przy pomocy specjalnego formularza. Na obecnym etapie zgłaszamy nominacje – do pięciu opowiadań i powieści, które, naszym zdaniem, zasługują na wyróżnienie.

Rekomendowałam już opowiadanie z tomu Sny umarłych 2020 tom I – “Teatr chemiczny” a pod koniec serii wracam do tego tomu z propozycją innego z zawartych w nim opowiadań. Tym razem jest to “W głębi snuff” Wiktora Orłowskiego.

Uwaga: dalsza część analizy zawiera spojlery. Przejdź na koniec (po drugiej ilustracji), po krótką bezspojlerową rekomendację.

Podtytułem tekstu Orłowskiego – ale podtytułem fatalnym, bo za dużo zdradzającym – mogłoby być “Witajcie w piekle”. Bo niemal dosłownie tam właśnie bohaterowie się znajdują.

Okej, to nie jest piekło. To raczej swoisty czyściec, jeśli rozumieć czyściec jako miejsce oczekiwania. Zmarli w czyśćcu, który proponuje nam Orłowski, nie czekają na odkupienie ani na moment, kiedy dostąpią ostatecznego oczyszczenia. Tutaj to oczyszczenie przychodzi wraz z pamięcią.

Orłowski to autor, który lubi emocjonalne jazdy i gwałtowne granie uczuciami czytelników. Realizuje te idee przede wszystkim przy pomocy efektownie wymyślonych literackich pomysłów. Autor lubi mocne, emocjonalnie naładowane tematy – tak było w opowiadaniu “Śmierć w Mountain Green” w Fantazjach zielonogórskich IX, gdzie pojawia się para nadnaturalnych śledczych, odgrywających emocje mordercy i ofiary, podobnie wygląda też główny koncept opowiadania “Pamiętasz mit o Tanatosie” w zbiorze Umieranie to parszywa robota, gdzie Orłowski nowatorsko ogrywa motyw zombie.

“W głębi snuff” też wpisuje się w ten sposób pisania – bo żeby wyjść z tego stanu zawieszenia, bohaterowie muszą przeżyć jeszcze raz własną śmierć, odzyskać wspomnienia po niej, jak makabryczna by nie była. W klasycznym micie dusze piją wodę Lete, rzeki zapomnienia; w tekście Orłowskiego jest wręcz przeciwnie, tutaj kluczem do spokoju jest pamięć – pamięć i ponowne przeżycie traumy.

Orłowski te traumatyczne wspomnienia pisze jak zwykle bardzo efektownie, dając czytającym emocjonalną jazdę po bandzie. To jest tekst zasadniczo inny od większości tego, co dotychczas polecałam: o szybszej akcji, bardziej skupiony na pomyśle i fabule niż na refleksji i języku, ale może też dzięki temu trafi do innych czytelników niż na przykład literackie odloty Brzozowskiego. A Wiktor Orłowski to autor, którego warto obserwować – mam wrażenie, że jest w jego pisaniu spory potencjał na literacki sukces.

Francis Bacon, Tryptyk – sierpień 1972, jeden z serii czarnych tryptyków malarza, namalowany po samobójstwie wieloletniego partnera; skojarzył mi się nastrój tego obrazu jakoś z klimatem tekstu Orłowskiego.

GDZIE ZNALEŹĆ: W tomie Sny umarłych 2020 , tom I, wydawnictwa Phantom Books.

ZA ILE: Obecnie w sklepie Okolicy Strachu za 38 PLN

DLA KOGO: Dla lubiących weird fiction, ale bez klimatu groteski, raczej idące w poważniej rozumianą niesamowitość. Dla ceniących w prozie przede wszystkim pomysłowość i oryginalne koncepty. Dla lubiących emocjonalną jazdę bez trzymanki.

Podsumowanie 2020 (1): polska fantastyka

Obiecuję NIE ZACZYNAĆ o uwag o tym, że 2020 był to dziwny rok i nie użyć nigdzie poza tym zdaniem zwrotu “coś tam roku zarazy”.

No to co? Ruszamy z podsumowaniem roku 2020? Zacznijmy dzisiaj od tekstów polskich, jutro mam nadzieję zmotywować się do napisania o najlepszych nie-polskich tekstach fantastycznych, jakie w 2020 przeczytałam.

Powiem tak – w roku 2020 wśród moich lektur rodzimych dominowały opowiadania – zarówno te wydane w zbiorach autorskich, jak i te w antologiach i czasopismach. Kilka propozycji do przeczytania / rozważenia pod kątem jakichś przyszłych nominacji nagrodowych przedstawiam poniżej. Od razu też zaznaczę jeszcze jedno – nie zdążyłam oczywiście przeczytać wszystkiego. w W całej notce rozsiane są informacje o powieściach i opowiadaniach z 2020, które mam na liście lektur przed sezonem nagrodowym, ale gdyby ktoś chciał dorzucić coś do tej listy, to polecanki zawsze chętnie przyjmę.

Po pierwsze – zbiory autorskie. Tych przeczytałam niewiele, ale też nie tak wiele ich wychodzi. Przede mną lektura kilku ciekawych zbiorków z zakresu grozy, a z tych już przeczytanych chciałabym wyróżnić “Niebo, ptaki i robaki” Anny Marii Wybraniec: ciążący w stronę weirdu i niesamowitości debiut, zapowiadający bardzo ciekawą autorkę.

Po drugie – antologie. Tu mieliśmy wysyp, jak zresztą od kilku lat. Ukazywały się tomy wydawane przez różne kluby i organizacje związane z fantastyką – z tych nieczytanych dotąd szczególnie napalam się na wydany przez Śląski Klub Fantastyki Iknszy welt (z opowiadaniami m.in. Michała Cholewy i Marty Magdaleny Lasik). Jak zawsze nie zawodziły Fantazmaty – w tegorocznych zbiorach Nanofantazje 2.0 i wydanej niedawno Zbrodni doskonałej czeka sporo ciekawych tekstów – choć, przyznajmy, nie ma wśród nich moich absolutnych faworytów do tytułu opowiadania roku. Czeka na mnie jeszcze całościowa lektura Hardych baśni, w których jest kilka tekstów znanych mi już i cenionych autorek. Znam z nich na razie jeden, udane i nastrojowe “Róże świętej Elżbiety” Agnieszki Hałas, odwołujący się do legendy średniowiecznej węgierskiej świętej królowej i do motywów z Tannhäusera Wangera. Nie zachwyciły mnie antologie cyberpunkowe – choć z tej kobiecej (Cyberpunk Girls Uroborosa) czekają mnie jeszcze oba teksty generalnie bardzo przeze mnie cenionej Martyny Raduchowskiej. Nie ruszyłam jeszcze Gladiatorów z FS – mam w tym tomie upatrzone kilka tekstów, które zdecydowanie chcę przeczytać. W głośnej i bardzo różnie ocenianej antologii Tęczowe i fanastyczne (Grupa Wydawnicza Alpaka) znalazłam jedno ze swoich ulubionych opowiadań roku – malarski, niepokojący “Ogród rozkoszy ziemskich” Olgi Niziołek, które na pewno znajdzie się na mojej liście nagrodowych nominacji za 2020. Nie chcę rozpisywać się o tym zbiorze, ponieważ jest w nim i moje własne opowiadanie, a recenzowanie zbiorku ze swoim tekstem trochę nie ma sensu, ale w tym tomie obiecujące – w kontekście dalszych karier autorów/-ek – są IMHO także teksty, które napisali/ły Paulina Rezanowicz, Ewan Mrozek i A. Szydlik. Literacko warto też zerknąć na zawarte w tym zbiorze teksty Agnieszki Szmatoły oraz cieszącej się już w fandomie sporym uznaniem Krystyny Chodorowskiej. Jedne i drugie to nie do końca moja bajka, ale pod względem literackim warte są uwagi – mogą do kogoś trafić mocniej, niż do mnie. Pierwszy tom pokonkursowej antologii Weird fiction po polsku (Phantom Books) to także tom, w którym jest mój tekst – powstrzymując się więc od szczegółowej recenzji całości, pozwolę sobie zwrócić uwagę na opowiadania Pawła Wącławskiego (zachwycające pomysłowością “Jestem wszystkim i wszystkimi”), docenionego przeze mnie już w zeszłym roku Michała Brzozowskiego (absurdalne, ale i łapiące za serce “Nakręcia głowy”, chyba mój nr 1 w tym zbiorku) oraz Michała Blatkiewicza (enigmatyczne i idące w niepokojącą groteskę “…Będzie futro”). Nie zawiódł mnie również obserwowany już od jakiegoś czasu Sylwester Gdela (mitologiczno-cyberpunkowo-odlotowy “Gegnarok”). Jeszcze przede mną lektura tegorocznych “Snów umarłych”, ale wiem, że zawierają kilka naprawdę dobrych tekstów. A jak już mowa o dobrych tekstach – z czytanych przeze mnie antologii najrówniejszą chyba była ta stworzona z opowiadań wyróżnionych na portalu Nowej Fantastyki (Fantastyczne pióra). Portal ten jest mi bliski i sama się na nim udzielam, nie mam jednak swojego tekstu w zestawie za 2018 (wydanym w 2020). Chciałabym wobec tego zwrócić uwagę na najciekawsze teksty z tego tomu. Pierwszy z nich to “Arecibo” (autorem jest Aleksander Pacion), klimatyczne SF z elementami horroru (?), które ma ogromne szanse znaleźć się na mojej liście Zajdlowych nominacji za 2020. Drugi i trzeci – to dwa teksty obserwowanego przeze mnie od dłuższego czasu Łukasza Redelbacha – oryginalny światotwórczo i koncepcyjnie “Luminescencyjny pokrak” oraz przede wszystkim gęste, ciemne, ponure opowiadanie weirdowe “Smakołyk dla dżdżownicy”, też wysoko na mojej szerokiej liście nagrodowej. Z antologii tej zdecydowanie warto także sięgnąć po inspirowany ilustracjami Jakuba Różalskiego wojenny fresk “Husarz śmierci” Marka Kolendy i na intrygującą, emocjonalną i wizyjną “Kumari” Radosława Puchały. Katarzyna Szymonik, która ma w tym zbiorze dwa teksty, to także bardzo obiecująca autorka o dużych możliwościach – ale poczekajcie na “Fantastyczne pióra” 2019, żeby ją w pełni docenić!

Skoro najwyraźniej nie czytywałam aż tak wielu antologii, to co czytałam? Ano, w tym roku w większych niż kiedykolwiek ilościach – opowiadania w czasopismach. No dobra, głównie w czasopiśmie, jednym. W Nowej Fantastyce. W podsumowaniach roku pewnie przewinie się motyw awantury o tekst Jacka Komudy – ja nie będę o nim pisała, bo na mojej liście najciekawszych raczej by się nie znalazł.

Co by się znalazło, z rzeczy z NF? Klimatyczna, choć chwilami nieco za długa “Podróż do wnętrza psa” Olgi Niziołek. Niby dość tradycyjnie i z szacunkiem dla historii, ale pomysłowo i niebanalnie przerabiający opowieść o spartańskim zdrajcy “Efialtes” Pawła Majki (ale też Majka zawsze umiał bawić się tradycją!). “Głos słońca” Marty Magdaleny Lasik, SF bliskiego zasięgu nawiązujące do japońskich klimatów. No i przede wszystkim “Święci z Vukovaru” duetu Krzysztof Matkowski i Krzysztof Rewiuk, ich drugi wspólny tekst po nominowanej w tym roku do Zajdla “Dziewczynie z papieru i ognia”. Tym razem współczesny, w realiach leczącej wojenne rany byłej Jugosławii, emocjonalny, ale i starannie przemyślany, psychologicznie prawdziwy tekst z odrobiną niesamowitości wdzierającej się w realny świat – to jeden z moich zdecydowanie ulubionych tekstów roku 2020. Z kolei w Esensji zwraca uwagę “Nocna parada stu demonów” Wiktora Orłowskiego – efektowna gra tradycyjnymi klockami (demonologia, Japonia, mroczne zabójstwa), układająca się w trzymającą w napięciu całość.

Gdy chodzi o powieści 2020, konkurencję wygrał wspomniany w poprzednim akapicie Krzysztof Matkowski – jego Trzecia część człowieka (Wydawnictwo Alegoria) to moja ulubiona powieść fantastyczna poprzedniego roku, pisałam o niej zresztą więcej tutaj. Wydarzeniem roku była niewątpliwie pierwsza w historii Nike dla autora fantastyki – za intrygującą, choć w moich oczach nierówną Baśń o wężowym sercu Radka Raka. Powiem szczerze – przy wszelkich wątpliwościach bardzo, ale to bardzo się ucieszyłam z tej nagrody! W 2020 nową powieść wydała także Agnieszka Osikowicz-Chwaja – bardzo się dziwię, że po jej cykl klasycznej fantasy z militarnym skrętem i współczesnymi dylematami w tle nie sięga więcej czytelników, bo jej proza jest tego warta. Lubiący fantastykę dla najmłodszych dostali w 2020 także kolejną część przygód Małego Licha Marty Kisiel, która coraz skuteczniej łączy, także w pisarstwie dla młodego czytelnika, humor i ogrywanie kulturowych tradycji z całkiem poważną, gotycką grozą.

Jeszcze przede mną lektura kilku głośnych tytułów z tego roku – pewnie jak zawsze nazbiera się kilka książek, o których warto pamiętać (na pierwszy ogień – Człowiek, który zniknął. Deus ex machina Kornela Mikołajczyka, bo zapadło mi w pamięć jego opowiadanie w antologii Umieranie to parszywa robota z 2019 i Bieganie po torach Łukasza Krukowskiego, weirdowa powieść chwalona przez kilku recenzentów i czytelników, do których mam zaufanie.

A wy? Macie swoje ulubione polskie teksty?

Dwadzieścia sposobów na umieranie

Umieranie to parszywa robota, Fantazmaty Grupa Wydawnicza, Kraków 2019

Antologia Fantazmatów Umieranie to parszywa robota ze swej natury nie mogła być jednolita. Interpretacja tytułowej formuły-inspiracji jest – i musi być – szeroka. Trudno byłoby oczekiwać jednolitości gatunku, literackiej formy czy podejścia do tematu. Efektem jest antologia wielogłosowa, bardzo zróżnicowana i taka, w której ciężko odnaleźć jakieś łączące cechy czy wątki przewodnie. W takiej sytuacji najsprawiedliwiej – z punktu widzenia recenzenta – będzie chyba poświęcić trochę miejsca każdemu z tekstów, jakie się w niej pojawiły. Wydaje się to tym słuszniejsze, że powiedzmy od razu: w Umieraniu… jest, obok tekstów niezłych i średnich – także kilka opowiadań znakomitych, które po prostu szkoda byłoby przegapić.

Przyjrzyjmy się więc kolejnym tekstom, wchodzącym w skład antologii. Omówienia mogą zawierać niewielkie spojlery, choć celem recenzji było raczej unikać zdradzania szczegółów fabuły; ciężko jednak zrezygnować z podawania pewnych podstawowych informacji o omawianych opowiadaniach.

Okładka z grafiką autorstwa Diany Franco Campos. Źródło: strona Fantazmatów

Katja Tomczyk, „Jedenaste słowo”

Tekst Katji Tomczyk opiera się na jednym, skądinąd błyskotliwym, pomyśle: w tym przypadku na zakazie zatruwania środowiska zbytecznym hałasem, z czym wiąże się limit dziesięciu słów dziennie, przyznany każdemu człowiekowi. Jego przekroczenie grozi śmiercią; wokół tego limitu i idei śmierci za słowa obraca się fabuła opowiadania. Paradoksalnie, w pierwszej chwili wydaje się, że ten tekst jest znacznie bardziej o życiu bohatera w milczącym antyutopijnym świecie niż o umieraniu – nie ma jednak wątpliwości, że dla głównej postaci życie stało się już nie do zniesienia i że tylko śmierć będzie go w stanie od tego umierania za życia uwolnić. W przypadku tego opowiadania kluczowa jest jego alegoryczność. Czytelnik, który będzie zastanawiał się nad politycznym sensem i społecznymi zasadami istnienia takiego świata, łatwo znajdzie w wizji autorki luki i nielogiczności. Ciężko jednak w przypadku takiego tekstu poczytywać to za znaczącą wadę: w końcu zarówno dość pretekstowa fabuła, z gatunku „Jeden dzień w antyutopii”, jak i wyraźnie symboliczny świat służą głównie wzbudzeniu u czytelnika refleksji, a także – zaskoczenia go autorskim konceptem. Doceniam ten tekst, ale mnie nie zachwycił. Może gdyby część symboliki nie była tak oczywista i chwilami popadająca w banał (narastająca popularność słowa „wolność”, fakt, że i główny bohater nosi nazwisko „Wolny”), byłoby łatwiej mnie przekonać – zwłaszcza że na przykład sceny wymieniania dziwnych, starych, długich słów, by nacieszyć się faktem mówienia, dowodzą jasno, że autorka ma talent i dryg do komponowania intrygujących, trochę onirycznych scen.

 „Szarość, odcień czerni” Olgi Niziołek to tekst bardzo sprawnie napisany, intrygujący pomysłem,  i ze sprawnie poprowadzonym twistem fabularnym, związanym z naturą bohaterki. W bardzo ciekawy sposób odwołuje się do tytułowego hasła antologii. Parszywie i w mękach umierają ofiary Lili, małej tajskiej (?) dziewczynki, która po śmierci stała się upiorem-mścicielką krzywd podobnych sobie dzieci, wykorzystanych przez bezwzględny świat dorosłych. Ale tak naprawdę w centrum tej historii jest sama Lili i jej paradoksalne  umieranie po śmierci – tracenie, krok po kroku, resztek człowieczeństwa, zmienianie się z mścicielki w potwora i próba walki z tą przemianą.  Przy całej stereotypowości i kartonowości tego, jak ukazane tu są realia seks-turystyki w Azji, tekst się broni dzięki literackiej sprawności autorki, spójności narracji i dobrym pomysłom na kreacje bohaterów. 

Kornel Mikołajczyk napisał dla tej antologii opowiadanie zatytułowane  „Pamięć kamieni” i jest to tekst zdecydowanie wart uwagi – głównie dlatego, że napisany jest z niezwykłą wyobraźnią światotwórczą. W jego centrum stoi fantastyczny pomysł na żywe twierdze i złączonych z nimi ludzi – kamień zrośnięty z ludzką świadomością, człowiek zdolny świadomie współ-odczuwać z rzeczywistością, jaka go otacza. Jego, a raczej, w tym przypadku, ją – główną bohaterką jest młoda uczennica kasztelana twierdzy, niegotowa jeszcze do podjęcia obowiązków, a postawiona przed niemożliwą decyzją. Ten tekst bardziej niż fabułą  czy dość przewidywalnymi postaciami stoi błyskotliwym – i pomysłowo przez autora wykorzystanym – konceptem żywej twierdzy i swoistym pomysłem na magię i magiczny związek między człowiekiem a kamieniem. Szczerze mówiąc, chętnie przeczytałabym więcej tekstów osadzonych w tym świecie.

 „T4N2M1” Marka Zychli mnie, przyznam, zmęczyło. Autor ma już spory dorobek powieściopisarski i własnych wiernych czytelników, ale ten tekst – rozdzielony na monolog anioła od nowotworu lewego płuca i monolog palacza na tenże nowotwór umierającego – nie przekonał mnie. Ani koncepcyjnie, ani fabularnie nie wydał mi się szczególnie ciekawy. Nie wiem, może ja coś przegapiam, ale miałam chwilami wrażenie, że – mimo celowo chropawego języka – czytam szantażującą mnie emocjonalnie, a przy tym momentami w „anielskich” fragmentach raczej pretensjonalną czytankę umoralniającą na temat szkodliwości palenia i ulotności ludzkiego życia.  Albo ja czegoś nie widzę w tym tekście, albo faktycznie czegoś w nim brak: elementu zaskoczenia, oryginalnego pomysłu, jakiegoś rozwiązania, które chwyciłoby mnie za serce. Być może jednak jest to kwestia indywidualna, bo tekstowi konstrukcyjnie i stylistycznie trudno stawiać zarzuty, zapewne innym czytelnikom spasuje bardziej ode mnie.  

A potem następuje „Gniew inspektora” Jakuba Sokołowskiego. Ech, byłam pewna, że gdzieś w tym zbiorze musi się czaić ona. Humoreska. I to, na moje recenzenckie nieszczęście, mitologiczna. Niestety, jako współautorka książki o mitologii greckiej znam się na niej i jej literackich przetworzeniach trochę za dobrze, w efekcie bardzo, ale to bardzo trudno zrobić na mnie wrażenie tekstem w tej mitologii zahaczonym. Na dodatek napisanie tekstu komicznego do antologii o umieraniu to droga przez pole minowe: jeden niewłaściwy krok i cały pomysł wybucha w twarz autorowi i czytelnikom.  To jest niestety trochę przypadek tego tekstu: pomysł na spotkanie udręczonego Prometeusza z biurokratą z Europejskiego Inspektoratu do spraw Wiecznej Kary i Nieludzkich Mąk, okręg Olimp-Peloponez jest trochę za bardzo jak z polskiego kabaretu: niespecjalnie oryginalny i częściej żenujący niż zabawny. Nie przekonało mnie, niestety. Podejrzewam zresztą, że gdyby ten tekst-żarcik był o połowę krótszy, tylko by na tym zyskał.

Ilustracja Adriana Mechockiego do opowiadania Jakuba Rewiuka “Prędkość duszy”

Opowiadanie Michała Renca, „Bosman Przędziorek musi umrzeć” z kolei bardzo mnie wciągnęło. Przez większą część jest on bardziej o zbrodni doskonałej, niż o umieraniu, ale jest pomysłowy i w swojej kryminalnej intrydze wciągający – zwłaszcza że dostajemy szansę przyjrzenia się, jak przyszły zabójca planuje swój czyn. Mamy tu, tak naprawdę, kilka różnych planów zabójstwa doskonałego – i parszywą robotę, jaką jest planowanie śmierci kogoś innego… Już za tę oryginalność podejścia do konkursowego hasła autorowi należy się wyróżnienie. Ten tekst nie jest wybitny – są w antologii bardziej udane, niewątpliwie – trochę zawodzi w przyspieszonej końcówce, ale trzyma solidny poziom.

Bezwątpienia mocnym punktem antologii jest opowiadanie „Pamiętasz mit o Tanatosie?”, którego autorem jest Wiktor Orłowski. Ta historia – nowe i pomysłowe ujęcie znanego i mocno ogranego motywu – wygrywa wiarygodnością charakterów i oryginalnością ujęcia. To nie jest proste: napisać dziś pomysłowy tekst o zombie, a jeszcze trudniej jest stworzyć psychologicznie prawdopodobną wariację postaci-zombie, funkcjonującej, lepiej lub gorzej, w ludzkim społeczeństwie. Tu taka bohaterka wpisana jest w klasyczną thrillerowo-policyjną narrację i wplatana w swoistą historię o nie zabójstwie, nie samobójstwie i nie do końca eksperymencie. Na uwagę zasługuje językowy słuch autora – zdania takie, jak opis bohaterki wyglądającej jak nieumarła święta z ruskiej ikony pozostają na długo w pamięci. Hasło antologii stało się tu punktem wyjścia do skonstruowania intrygującej, pomysłowej wizji świata i ciekawego thrillera w futurystycznych realiach. Orłowski to autor, którego warto mieć w czytelniczej pamięci – jego angażujące, często emocjonalnie wręcz przerysowane opowiadania (autor nie bierze jeńców, to jest pewne…) coraz częściej pojawiają się na listach zwycięzców konkursów i – niech się pobawię w prorokinię – nominacje nagrodowe są tu tylko kwestią czasu.

Teoretycznie tekst Justyny LechKrew Śpiącej Królewny przyzywa moją duszę” jest space operą: akcja toczy się wokół Aurory, planety zachowującej się wbrew prawom fizyki i osiągalnej jedynie raz na tysiąc osiemdziesiąt dziewięć dni, a poza tym – de facto nieistniejącej; jej planeta-sąsiadka, Eresh, gdzie dzieje się większość akcji, to z kolei pozbawiona własnych atrakcji stacja postojowa dla turystów, wybierających się na Aurorę. Tekst jednak, mimo pozorów fantastyki, tak naprawdę skupia się wokół tematyki obyczajowej i ukazywanych w poszczególnych migawkach dziejów bohatera. Mam wrażenie, że trochę szkoda efektownego tytułu i naprawdę intrygującego pomysłu na istniejącą-nieistniejącą planetę, już nie mówiąc o niestety nie rozwiniętym w tekście tytułowym koncepcie krwi Śpiącej Królewny, czyli planetarnego pyłu z Aurory, na prostą w sumie opowiastkę o korporacyjnym zabójstwie. Zamykająca tekst scena jest pięknie napisana, ale na mnie spadła trochę jak grom z jasnego nieba i wydała się raczej nieuzasadniona; szkoda, tekst miał ogromny potencjał, który moim zdaniem nie w całości udało się wykorzystać.

Teraz może powiem od razu – „Słowa, których nie powiem Łucji” Krzysztofa Matkowskiego to najlepszy tekst tego zbioru i jedno, moim zdaniem, z najlepszych polskich opowiadań roku 2019. Matkowski w oryginalny i emocjonalnie przejmujący sposób odnosi się do motta-tytułu antologii, kreśląc nam dzieje bohatera, który w ciągłym umieraniu stara się jakoś żyć i odkryć, czym jest-było-miało być jego życie. Jesteśmy gdzieś na granicy starannie odtwarzanego realizmu i specyficznej, kluczowej dla opowiadania, ale dalekiej od typowych gatunków, nieoczywistej fantastyki. Ten tekst wygrywa jednak nie tylko konceptem i nie tylko tym, że Matkowski ma świetne wyczucie psychologiczne do bohaterów i potrafi kreować postacie może niekoniecznie miłe, na pewno nie heroiczne, ale bardzo prawdziwe. Tutaj jednym z kluczy do sukcesu jest to, w jaki sposób ta historia jest opowiedziana: w szarpanych fragmentach, skrótach, z których czytelnik rekonstruuje historię narratora i Łucji, a które wydają się idealną formą dla opowieści o jaźni i pamięci poszatkowanej, pokawałkowanej między różnych ludzi, różne żywoty i różne umierania. Jednocześnie styl prozy Matkowskiego jest zmysłowy, bardzo obrazowy, sprawiający, że niemal czuje się smaki i widzi sceny, kluczowe dla życia bohatera. To jeden z tych autorów, których zdecydowanie warto zapamiętać i śledzić jego dalszą twórczą drogę: będę bardzo rozczarowana, jeżeli za rok-dwa nie zacznę znajdować jego tekstów w literackich czasopismach, a nazwiska – na listach nominacji do nagród.

Grzegorz Gajek miał pomysł na „Lot Dedala” – wcielenie w przetworzone realia kojarzące się z ogólnie pojętą starożytnością (raz Minos i Dedal, raz rzymskie sabińskie wino) umysłów uwolnionych kiedyś od cielesnej egzystencji i pragnienie Ikara, by przez symboliczną śmierć ciała do tej infosfery wrócić – ale coś nie zagrało do końca. Może Gajek za blisko trzyma się mitu? Może przeszkadza zamierzona sztuczność całej sytuacji – wszyscy, i bohaterowie, i czytelnik, wiedzą, że odgrywają swoje role w micie? Może podniosłe rozmowy Dedala i Minosa o duszy albo niczym nie skontrowany patos ostatnich scen? Nie jestem pewna, co nie zagrało, ale mnie to opowiadanie, eleganckie przy tym i ładnie napisane, pozostawiło obojętną – może poza lekką irytacją pretensjonalnością, która co jakiś czas z tych nieco infodumpowych debat o tożsamości i duszy przeziera…

„Inwazja Obcych! Hip, hip, hurra!” Wojciecha Terleckiego toznowu humoreska, tym razem celowo pogrywająca oklepanymi motywami SF: pierwszy kontakt, mózg uczonego w słoiku, inwazja Obcych… Wszystko to podane w sosie dość przewidywanego, ciężkawego (aluzje do Rona Hubbarda) i wątpliwego chwilami humoru (Noc kuchennych noży jako nazwa dnia ataku na Obcych, serio?), a opowiedziane przez narratora, który dzięki byciu chłopkiem-roztropkiem ma być zabawny, ale niekoniecznie zawsze jest. Natomiast kiedy już czytelnik przebrnie przez te żarciki, to zostanie z całkiem niezłym i rzeczywiście oryginalnym pomysłem na wyczerpanie cywilizacyjnej puli umierania i z poczuciem, że szkoda, że taki pomysłowy motyw pojawia się tak późno w tekście. Generalnie, to opowiadanie zdecydowanie lepiej się kończy niż zaczyna.

Sam pomysł, od którego wyszła Aleksandra Stanisz w swoim opowiadaniu „Ofiara” – w cywilizacji składającej ofiary strzegącym jej rzekomo Monstrom pojawia się osoba znikąd, która chce zostać ofiarą dobrowolną, po czym przekonujemy się, że nie wszystko jest takie, jak by się na pierwszy rzut oka wydawało  – nie jest specjalnie nowy, ale autorka wpisuje go w ciekawie pomyślany świat fantasy. To opowiadanie stoi konceptami i światotwórstwem – i może szkoda, że stylowo, konstrukcyjnie czy literacko jest chwilami nieco nierównie i nie do końca konsekwentne. Mimo tych zastrzeżeń zaliczyłabym je jednak do jasnych stron antologii.

 „Odpoczniesz po śmierci” Agnieszki Sudomir to udany tekst o nieco humorystycznym charakterze. Pomysł na opowiadanie – lekko ironiczna, sprawnie napisana, zdystansowana opowieść sprzątaczki nieustannie sprzątającej produkowane przez ludzi pokłady snów i marzeń, dręczonej przez (jakże by inaczej!) przypisaną do jej pracy biurokrację, a na końcu ujawniającej swoją zaskakującą tożsamość – jest bardzo dobry, a i broni się po części dzięki temu, że autorka nie bała się małej formy i nie rozciągała tekstu niepotrzebnie. Z tekstów humorystycznych i ocierających się o taką konwencje w tej antologii ten z pewnością można uznać za najbardziej udany. 

Monika Glibowska miała na „Lustra śmierci” naprawdę efektowny pomysł, rodem z literatury grozy – tajemnicza kobieta, która przez lustra widzi i maluje ofiary porwań i morderstw. Natomiast muszę przyznać szczerze: rozumiem, jaką naturę ma narrator tego opowiadania, ale i tak odrzuca mnie to, jak autorka jego ustami opowiada wprowadzającą w opowiadanie historie porwanej dziewczynki. Zaginiona i zamordowana  Bianka ma czternaście lat. Nie uważam, by zaproponowany przez fabułę rozwój jej historii – kombo „seks, narkotyki i pożarcie przez szczury” – był tu motywowany czymkolwiek poza chęcią epatowania. A prawda jest taka, że ten tekst, przy rewelacyjnym pomyśle wyjściowym, fabularnie wydaje się nieco puszczony, zwłaszcza gdy chodzi o mało przekonujące i trochę przyspieszone, moim zdaniem, zakończenie. Szkoda, bo koncepcyjnie jest naprawdę bardzo udany.

 „Ultra hardkor” Łukasza Skonecznego zdecydowanie mi się podobał. W zbiorze zatytułowanym Umieranie to parszywa robota człowiek spodziewałby się przynajmniej kilku tekstów z pogranicza weird fiction i groteski i aż dziwne, że w tę konwencję wpisuje się dopiero czternasty z recenzowanych tu tekstów! Cóż, lepiej późno, niż wcale – i w tym przypadku słowo lepiej pasuje również do literackiej jakości tekstu. „Ultra hardkor” ma pomysłowy, oryginalny świat, w którym umarła śmierć, a ludzkości wcale nie jest z tym jakoś specjalnie dobrze. Ten pokręcony koncept został tu zrealizowany przy pomocy równie absurdalnej fabuły, do której dobrany jest odważny, grający na zgrzytach i kontrastach styl. Zdecydowanie „Utra hardkor” to jeden z jaśniejszych punktów antologii.

„Prędkość duszy” Jakuba Rewiuka fabularnie zaczyna się od bardzo klasycznego punktu wyjścia. Space operowe klimaty, obce światy, hibernacja podczas kosmicznej podróży to tematy i motywy w SF ograne, ale dające się wdzięcznie dostosować do całego mnóstwa autorskich pomysłów i założeń. Od nich wychodzi w swoim opowiadaniu Jakub Rewiuk, ale interesuje go nie tyle eksploracja kosmosu, co eschatologia, poszukiwanie duszy i jej właściwej natury. Ten tekst – SF o tym, co się może stać z ludzką duszą w kontakcie z fizycznym absolutem czarnej dziury – jest bardzo klasyczny w swoim pomyśle (to ten typ religijnej fantastyki, który pojawiał się w twórczości mistrzów gatunku od bardzo dawna. Tekst Rewiuka do tych klasycznych ujęć się odnosi, choć w centrum stawia kwestie związane z buddyzmem i hinduizmem, w tym kwestie oczyszczenia i wyrwania się z kręgu wcieleń. Rozważania trochę przeważają tu nad wydarzeniami, a na filozofię i teologię położony jest chwilami większy nacisk, niż na charaktery postaci, ale tekst mimo to jest udany i czytelniczo intrygujący.

Ilustracja Emilii Baczyńskiej do opowiadania Michała Renca “Bosman Przędziorek musi umrzeć”

Agnieszka Fulińska, której obecność w antologiach i tomach opowiadań jest coraz bardziej zauważalna, powraca w opowiadaniu  „Ostatnia bitwa Franza Maira” do uniwersum, w którym dzieje się akcja większości jej tekstów, a mianowicie do alternatywnej wersji Europy końca XVIII – połowy XIX wieku, w której losy świata potoczyły się po wojnach napoleońskich nieco inaczej, niż w znanej nam historii realnej. W „Ostatniej bitwie…” punktem wyjścia dla autorki są wydarzenia z okresu wojen francuskiej I Republiki, ale akcja, niespiesznie, krok po kroku rozwijana, sięga kilka lat później, do roku 1800 i bitwy pod Marengo. Na starannie choć subtelnie zarysowanym historycznym tle (próżno tu szukać konkretnych dat i wymienionych z nazwy bitew, Fulińska poddaje pierwszy trop, a potem raczej polega na wiedzy czytelnika niż stara się ją najprostszymi środkami poszerzać) autorka szkicuje dzieje rekruta Franza Maira, walczącego przeciw Francuzom Tyrolczyka. To Mair będzie bohaterem, któremu los udowodni, jak parszywą robotą potrafi być umieranie – i to udowodni niejeden raz… „Ostatnia bitwa…” w pomysłowy sposób łączy klimaty historii alternatywnej z nastrojami rodem z opowieści niesamowitych i chwilami weird fiction. Czytelnicy lubiący podobne klimaty powinni mieć oko na tę autorkę.  

„Dziecko” Grzegorza Piórkowskiego to niezły kryminał w cyberpunkowych klimatach. Tekst rozpoczyna się zaskakującą sceną psychoterapii – jeżeli to spotkanie posługującego się wysoce niekonwencjonalnymi metodami narratora z pewnym multimilionerem-gangsterem w ogóle można tak nazwać – i szybko skręca ku pograniczu cyberpunkowego thrillera i kryminału, osadzonego w futurystycznej rzeczywistości pełnej SI, wynalazków przedłużających życie i androidów. Kontekstem sprawy, do której narrator zostaje wezwany jako konsultant, jest swoiście rozumiany motyw buntu maszyn i kwestia tego, czy świadoma sztuczna inteligencja w ciele androida jest człowiekiem, czy też nie. Opowiadanie – z szybką i spójną akcją, charakterystycznym pierwszoosobowym narratorem i rozważaniami o naturze androida i człowieczeństwie – złożone jest ze znanych elementów i fabularnie niewiele w nim oryginalności, ale nie przeszkadza mu to być zdecydowanie udanym, wciągającym tekstem.

Sylwia Błach w „Kresie Adama” takżeposługuje się klockami, którymi bawiło się już wielu twórców. Niemniej, o ile kryminalny mniej więcej cyberpunk z awanturniczą akcją wymagał głównie wyrazistych postaci i spójnej akcji, żeby okazać się przyjemną i ciekawą lekturą, o tyle z polityczną dystopią jest gorzej. W ogóle to jest, moim zdaniem, konwencja niełatwa, grożąca popadnięciem w publicystyczne uproszczenia i powtarzanie kilku tych samych, uzależnionych od światopoglądu autora, zestawów diagnoz. Tu zaczynamy od piekła kobiet – łagodniejszej wariacji Opowieści podręcznej – i szybko dostajemy zestaw innych, sięgających tym razem gdzieś w rejony znane z Roku 1984: zniewolenie przez totalitarną władzę, kontrolę myśli przez obowiązkowe wszczepione chipy, program Eutanazja +, rozbicie więzi rodzinnych… Łapałam się przy lekturze na tym, że zamiast czytać, odhaczałam w myślach motywy, które muszą się pojawić w konwencjonalnym antyutopijnym świecie. Szkoda, że z tych odhaczonych pojawia się tu aż tak wiele. Może gdyby było ich mniej, ciekawy psychologicznie i koncepcyjnie pomysł na głównego bohatera – którego bunt przeciw systemowi ma polegać na dobrowolnym poddaniu się eutanazji z powodu wszechogarniającej, morderczej nudy świata, w jakim żyje – wybrzmiałby mocniej. Trzeba też podkreślić, że ten tekst, z jego greckimi tragediowymi odniesieniami, niebanalnie i ciekawie realizuje motto-tytuł antologii. Przed bohaterem, zaiste, parszywa robota, i to nie taka, o jakiej marzył…

Ostatni tekst zbioru, „Pokój z widokiem na wojnę” Marleny i Mariana Siwiaków, odwołuje się z kolei wprost do konwencji postapo. Mamy tu wszelkie elementy, jakiej po militarnym wariancie tejże możemy się spodziewać: ruiny miast, walkę o przetrwanie, bezwzględnych żołnierzy, dawną wojnę, swoiście rozumiane zombie… To nie jest do końca moja ulubiona tematyka, ale muszę przyznać, że przy całym ogrywaniu znanych już motywów tekst jest bardzo sprawnie napisany, trzyma w napięciu i dobrze się go czyta.

Ilustracja Adama Bieniasa do “Ostatniej bitwy Franza Maira” Agnieszki Fulińskiej

Generalnie, podobnie jak w przypadku poprzednich zbiorów opowiadań, firmowanych przez Fantazmaty, mamy tu do czynienia z zestawem udanym i ciekawym. Teksty pełne mniej lub bardziej czarnego humoru sąsiadują tu z trzymającymi w napięciu thrillerami i dziełkami o refleksyjnym czy filozoficznym charakterze. Antologia, mimo kilku nieco słabszych tekstów, generalnie trzyma równy poziom, a przy tym – zawiera kilka tekstów naprawdę bardzo dobrych i znakomitych. Warto też podkreślić w tym miejscu staranność korekty, redakcji i wydania, a także oddać sprawiedliwość ilustratorom, których praca także przyczynia się do dobrego wrażenia, jakie ten zbiór robi. By podsumować wyświechtanym, ale tu akurat nieźle pasującym sformułowaniem, w Umieraniu… każdy czytelnik znajdzie coś dla siebie.

KRÓTKIE PODSUMOWANIE

Ocena zbiorcza: 7/10

Jeżeli masz mało czasu:

Chcesz psychologiczne/fantastyczne z lekko weirdowym konceptem: wybierz “Słowa, których nie powiem Łucji” Krzysztofa Matkowskiego; mój typ do Nagrody Zajdla 2019

Chcesz epickie z historią i wojną w tle: wybierz “Ostatnią bitwę Franza Maira” Agnieszki Fulińskiej

Chcesz fantasy z błyskotliwym światotwórstwem: wybierz “Pamięć kamieni” Kornela Mikołajczyka

Chcesz opowieść niesamowitej z lekkim klimatem grozy: wybierz “Szarość, odcień czerni” Olgi Niziołek

Chcesz oryginalny tekst kryminalny? Wybierz “Pamiętasz mit o Tanatosie” Wiktora Orłowskiego

Chcesz lekkie i humorystyczne? Wybierz “Odpoczniesz po śmierci” Agnieszki Sudomir.

Chcesz groteskę/weird fiction? Wybierz “Ultra hardkor” Łukasza Skonecznego

Bezczelna autoreklama: antologia “W głębi snów”

Wczoraj ja, autorka bloga, zadebiutowałam jako autorka opowiadania (i, nie powiem, jestem dziko szczęśliwa). Tak się złożyło, że zbiegło się to z dniem przywiezienia mi przez kuriera paczki z egzemplarzami autorskimi II tomu powieści dla młodzieży, który współnapisałam z Agnieszką Fulińską. O powieści parę słów następnym razem, teraz – krótka reklama antologii.

Oddaję głos jej twórcom:

“Czy w krótkiej formie można zmieścić wiele? Chcemy udowodnić, że tak 🙂
A udowodnić zamierzamy antologią 26 opowiadań dostępną jako darmowy e-book W głębi snów. Darmowy, ale na zasadach CHARITYWARE. Co to oznacza? Ano to, że pobierasz za darmo, ale prosimy Cię, żebyś przy okazji zaglądnął na stronę Fundacja SYNAPSIS i wpłacił na rzecz tej organizacji darowiznę.”

Okładka; grafika autorstwa Patrycji Sikory

Autorami tekstów są między innymi:

Agata Poważyńska, znana m.in. z antologii wydawnictwa Phantom Books Obscura (a tu przeczytacie jej intrygujące i smutne opowiadanie “Polny wianek na łbie byka“)

Polecana już na tej stronie Agnieszka Fulińska, której opowiadania znajdziecie poza tym m.in. w Creatio fantastica, Esensji i Snach umarłych 2019.

Aleksander Pacion, znany z publikacji na portalu Nowej Fantastyki, a także z Szortalu.

Anita Kurowska, której tekst jest w antologii wydawnictwa Phantom Books Obscura.

Anna Maria Wybraniec, znana z tekstów w antologiach oraz z Esensji.

Anna Sikorska, publikująca w antologiach oraz w Fenixie (ostatnie dni czytania za darmo!)

Jakub Rewiuk, którego opowiadanie znajduje się m.in. w antologii Umieranie to parszywa robota.

Magdalena Świerczek-Grzyboś, autorka m.in. dwóch interesujących powieści: Openminder i Dzieci Burzy oraz wielu opowiadań.

Marianna Szygoń, publikująca m.in. w Esensji i swego czasu w Smokopolitanie

Marek Kolenda, bardzo ciekawy autor znany z kilku antologii. Tu można przesłuchać jedno z tego opowiadań.

Radosław Puchała, znany m.in. z publikacji w Białym kruku (ale to samo, IMHO zdecydowanie ciekawe, opowiadanie można znaleźć i tu)

Sylwester Gdela, którego dorobek jest już całkiem pokaźny – zarówno gdy chodzi o dokonania pisarskie, jak i ilustratorskie. Zajrzyjcie na stronę Fantazmatów do Galerii albo posłuchajcie jednego z opowiadań.

Sylwia Finklińska, obecna w kilku antologiach, w tym w recenzowanym tu wcześniej zbiorze Ja, legenda.

Wiktor Orłowski. To nazwisko pojawia się ostatnio w antologiach coraz częściej – nie przegapcie go! Do znalezienia m.in. w Silmarisie, Magazynie Histeria, NanoFantazjach oraz Szortalu. Tutaj opowiadanie nagrodzone w konkursie sportowo-literackim Biegu Kreta.

Mateusz Kędziora, który ma dorobku kilka naprawdę bardzo dobrych opowiadań, publikowanych na forum Nowej Fantastyki. W podobnej sytuacji jest kolejny z autorów, Michał Gola, a także – również publikujący na tym samym forum Michał Puchalski oraz Jan Fosz. Także Sylwia Wełna – w zasadzie każde z tych autorów pisze już spokojnie na publikowalnym (papierowo) poziomie. 

 

Pozostali autorzy, których do tej pory nie czytałam – albo nie wiem, że czytałam, bo znam tylko z netowych pseudonimów, których nie kojarzę z nazwiskami, to Aleksandra Wyszynska, Gożjakiś, Julia Łuszpińska, L. K. Moss.

 

Antologia do pobrania: https://www.zapomnianesny.pl