Zew Zajdla 2020: opowiadania (9): Paweł Majka, “Efialtes”

Powtórzę – dla osób, które przyszły przeczytać tylko tę notkę, a nie cykl Zajdlowy – o co w tym wszystkim chodzi. W ramach akcji #ZewZajdla, promującej lekturę polskiej fantastyki i świadome głosowanie na jej najważniejszą przyznawaną przez fanów nagrodę, polecam na tym blogu, w krótkich notkach, te opowiadania, które mnie się szczególnie w 2020 podobały i które sama rozważam jako kandydatury do umieszczenia na mojej własnej liście. Głosuje się, jak w zeszłym roku, online, przy pomocy specjalnego formularza. Na obecnym etapie zgłaszamy nominacje – do pięciu opowiadań i powieści, które, naszym zdaniem, zasługują na wyróżnienie.

Wśród tekstów, które zwróciły moją uwagę, jest kilka opowiadań opublikowanych w Nowej Fantastyce. Jest wśród nich także opowiadanie Pawła Majki “Efialtes”.

Uwaga: dalsza część analizy zawiera spojlery. Przejdź na koniec (po drugiej ilustracji), po krótką bezspojlerową rekomendację.

Opowiadanie Pawła Majki trochę nie miało szans mi się nie podobać. Autor – co widać doskonale w jego powieściach Pokój światów i Wojny przestrzeni, które zresztą obie zdecydowanie lubię – nie tylko w nich bardzo sprawnie i pomysłowo posługuje się odwołaniami do kulturowej tradycji i pomysłowo tę tradycję przetwarza. A skoro na dodatek “Efialtes” odwołuje się do tego kawałka historii, który znam i którym, poniekąd, zawodowo się zajmuję, oczywiste było, że mnie ten tekst skusi. I z przyjemnością stwierdziłam, że kupił mnie od pierwszych słów.

Pierwszoosobowym narratorem, opowiadającym nam w rwanych, impresyjnych scenach swoją historię, jest w opowiadaniu Pawła Majki tytułowy Efialtes – arcyzdrajca spod Termopil, który wedle przekazów greckich historyków pokazał Persom drogę, pozwalającą obejść spartańską armię i ją zaskoczyć, doprowadzając do perskiego triumfu w bitwie. Ta postać nieraz wcześniej pojawiała się w kulturze, w tym – popularnej: Efialtes Pawła Majki na pewno zawdzięcza sporo swojemu odpowiednikowi z 300 Franka Millera i jego komiksowej adaptacji, bo – podobnie jak bohater komiksu, a inaczej niż historyczna postać, o której nic takiego nie wiemy – urodził się dotknięty kalectwem. To jest, oczywiście, bardzo kusząca perspektywa, by tak tę postać wykreować – przede wszystkim dlatego, że jednym z kluczowych faktów powiedzmy-historycznych o Sparcie, jakie większość z nas zna, jest przekonanie, że urodzone z widoczną niepełnosprawnością niemowlęta skazywano w niej na natychmiastową śmierć przez zrzucenie ze skały. Historyczność tego faktu jest dość wątpliwa (1), ale jego kulturowe znaczenie ogromne, bo dla mnóstwa osób Sparta kojarzy się właśnie z tymi dwoma faktami: zabijaniem “nieidealnych” dzieci i bohaterską obroną Termopil.

Efialtes Pawła Majki jest bohaterem niedoskonałym, nie tylko ze względu na swoją historię. Jego ciało jest kalekie, a umysł – przekształcony ciągłym kontaktem z bóstwem, z tym, co przerasta człowieka. Jak Merlin w niektórych wariantach legendy, żyje jednocześnie we wszystkich czasach, we własnym teraz, dawniej, wkrótce.

Wszyscy jesteśmy opowieściami, mówi (jak Jedenasty Doktor w odcinku The Big Bang, skądinąd, wybaczcie fanowski wtręt) u Majki Efialtes. Autor bardzo efektownie buduje w tym tekście paralele i skojarzenia: między Efialtesem a kamieniem, który zamiast niego zrzucono ze skały, między Efialtesem a jego siostrą, którzy oboje żyją w cieniu Sparty, ale tak naprawdę poza tym, co ją stanowi, poza rytuałami wojny; między tym, czym Efialtes jest, a tym, czym – ucząc się samotnie walki bronią odebraną martwemu wojownikowi – powoli się staje. Między Ateną a Aresem, boginią wysublimowanej wojennej mądrości i chwały, a bogiem przelanej krwi, poszarpanych ciał i udręki konających na polu bitwy.

Majka nie tworzy w tym tekście prostych opozycji dobro-zło, nie kreuje Efialtesa ani na zdrajcę szlachetnej, doskonałej Sparty, ani na mściciela krzywd. Stosunek narratora do Sparty jest złożony, nieoczywisty – bo jest w nim i fascynacja pięknem, fizyczną doskonałością Spartiatów i obsesyjnością ich jedynego celu, ale widać też i świadomość wiążących się ze spartańskimi obyczajami okrucieństw. Jest też, przede wszystkim, potrzeba wyrwania się – bogom, ludziom, Sparcie, przeznaczeniu, poczuciu, że jeśli jesteśmy opowieściami, to przez kogoś innego opowiadanymi – i zaznaczenia swojego śladu. Choćby w śmierci.

Literacko to jest bardzo udany tekst, napisany impresyjnym językiem, nastrojowy – wiele w nim z tego, jak widział antyku przywołany w cytacie-motcie Zygmunt Kubiak. Trafił do mnie ten tekst i zdecydowanie zrobił wrażenie; warto go wśród opowiadań z NF 2020 odszukać.

(1) Potwierdza ten fakt zasadniczo jedno (!) źródło, i to z przełomu I/II wieku n.e. (“Żywot Likurga” Plutarcha), które bardzo mocno skupia się na Sparcie jako kreacji swoistego “państwa idealnego”, konsekwentnego (w sposób, który ma wydawać się obcy czytelnikom!) w swojej polityce posiadania “tylko najlepszych obywateli”. Generalnie tekst Plutarcha jest wszystkim, tylko nie obiektywnym raportem o Sparcie IX w. p.n.e. i gdyby to kogoś ciekawiło, chętnie napiszę o tym na moim drugim, poświęconym starożytności blogu.

Jacques-Louis David, “Leonidas w Termopilach”, olej na płótnie, 1814, Luwr; malarze neoklasyczni i historyzujący też lubili idealnych Spartan;

GDZIE ZNALEŹĆ: w Nowej Fantastyce 09/2020.

ZA ILE: Numer NF w aplikacji można kupić za 8.99 PLN.

DLA KOGO: Dla lubiących fantastykę historyczną, odwołującą się twórczo do konkretnej przeszłej rzeczywistości. Dla osób szukających w fantastyce refleksji i – nawet w krótkiej formie – dyskusji o sensie historii i ludzkiej natury. Dla preferujących impresyjną, pierwszoosobową, wymagającą narrację.

Zew Zajdla (5): Powieści. Agnieszka Osikowicz-Chwaja, "Pamięć lasu"

W moim Zajdlowym cyklu – powieść, która raczej na pewno znajdzie się na mojej liście, nawet mimo że niekoniecznie reprezentuje typ fantastyki, po jaki najchętniej sięgam.

UWAGA: Dalsza część analizy zawiera spojlery. Przejdź na koniec (po drugiej ilustracji), po krótką bezspojlerową rekomendację.

Źródło ilustracji: strona wydawcy

Pamięć lasu Agnieszki Osikowicz-Chwai, pierwsza część zamierzonej trylogii, mieści się dość spokojnie w konwencji fantasy – choć  niekoniecznie tej klasycznej, post-tolkienowskiej. U Osikowicz-Chwai nie ma mnogości fantastycznych ras i istot, są ludzie – i coś, co być może z nich się rodzi, na nieszczęście ich samych i świata. W tle jest magia – ale specyficzna, obecna-nieobecna, nie tyle kusząca, co groźna. Ta magia jest wprost powiązana z mocą, która w tej powieści zajęła rolę magii jako siły napędowej fabuły: z polityką.

Choć sama akcja Pamięci lasu dzieje się na prowincji, z dala od centrum i stolicy kraju, do którego zabrała nas wyobraźnia autorki, cień polityki – tej wielkiej i tej małej, lokalnej – wisi nad bohaterami i ich światem. Wojna pokazała wszystkim jasno i dobitnie, do czego może prowadzić magia zaprzęgnięta w służbę niepohamowanych ambicji. Być może też stało się coś więcej – być może bycie nieludzkim na wojnie oznacza, że straci się człowieczeństwo także i w życiu powojennym…

Poniekąd od polityki zaczyna  się cała opisana w Pamięci lasu historia. Nie mogłam oderwać swoich refleksji o powieści Osikowicz-Chwai od dyskusji polityczno-historycznych, toczących się od lat w Polsce.  Żołnierze, który w powieści ukryli się w lasach – oddział dowodzony przez legendarnego Sarkina Saprina, kiedyś herosi i wojownicy o wolność, teraz coraz częściej zasługujący w oczach miejscowych mieszkańców na miano bandytów i tracący powoli człowieczeństwo, budzą wśród ludzi uczucia podobne gorące i podobne polaryzujące, jak żołnierze wyklęci w polskiej historii, tym bardziej, że nie tylko oni, ale i ich przeciwnicy działają w sposób, który można byłoby tylko nazwać nieludzkim. Na porządku dziennym są morderstwa, w tym kobiet i dzieci, gwałty, krwawa vendetta – a bohaterowie, żołnierze świeżo przybyłego na te ziemie oddziału, obarczonego trudną misją, muszą określić się i wybrać stronę w tym konflikcie, czy tego chcą, czy nie.

To jest powieść, w której obok polityki ogromną rolę odgrywa armia. Główni bohaterowie to regularni żołnierze – kobiety i mężczyźni – i ich dowódca. Oddział jest tu swego rodzaju bohaterem zbiorowym – postacie (a są liczne i jeśli nie jest się bardzo uważnym, łatwo się w tej mnogości zgubić) charakteryzowane tu są nie tylko indywidualnie, ale też przez swoją rolę w armii i związki z towarzyszami broni. To, że jest ich tak wiele, czasami sprawia, że charaktery troszkę się rozmywają albo pozostają nie do końca dookreślone – to nie jest tekst, który stałby psychologią postaci i ich charakterystyką; to raczej przeżywane przez bohaterów polityczno-etyczne dylematy wydają się ważniejsze.

Uwaga: to ostatnie nie znaczy, że mamy do czynienia z powieścią-traktatem, pełnym przemów postaci! Zupełnie nie: akcja jest dynamiczna, a już zwłaszcza zwolennicy fantastycznej batalistyki (acz takiej na małą skalę, potyczki raczej niż epickie bitwy!) znajdą tu coś dla siebie.

To nie jest do końca „moja” fantastyka – niekoniecznie sięgam akurat po militarnie zorientowaną fantasy, preferuję też narrację prowadzoną w mniej klasyczny sposób, niż u Osikowicz-Chwai – ale Pamięć lasu to niewątpliwie powieść ciekawa i warta uwagi czytelników.

Kiczowate zdjęcie drzew na Korsyce, moje własne

GDZIE ZNALEŹĆ: No niestety. Strona wydawcy, ale tylko w wersji papierowej.

ZA ILE: Od 25 PLN w tej chwili.

DLA KOGO: Dla wielbicieli dość klasycznej i klasycznie opowiedzianej fantasy, choć nie Tolkienowskiej, raczej przefiltrowanej, paradoksalnie, przez doświadczenia dark fantasy (nie jest miło). Dla lubiących fantastykę z wojnami w tle – ale uwaga, nie wojnami na skalę cyklu Wegnera, tu jest znacznie bardziej kameralnie.

Jeżeli komuś potrzeba informacji, jak nominować i głosować, albo w ogóle, o co chodzi z z tą nagrodą, to wszelkie informacje są na początku jednej z poprzednich notek z tego cyklu.