Rzecz Niepospolita, lektura nieobiektywna

Rzecz Niepospolita to kolejny większy projekt literacki Grupy Wydawniczej „Alpaka”, po tomie fantastyki LGBT+ Tęczowe i fantastyczne. Tym razem inicjatorem projektu był pisarz, publicysta i krytyk fantastyki Artur Nowrot, a antologia powstała przy wsparciu redakcyjnym ekipy związanej z Alpaką (Klaudia Ciurka, Magdalena Habera, Ginny Nawrocka, Katarzyna Nowacka, Joanna Rozmus, Magdalena Stonawska, Zuzanna Śliwa, Aleksandra Tomicka-Kaiper). Publikacja zwraca uwagę efektowną okładką (stworzoną przez osobę o pseudonimie GK), zawiera również ilustracje kilkorga twórców (Igor Myszkiewicz, Anna Karolina Kaczmarczyk, Ewan Mrozek, TheAxael i Małgorzata Lewandowska).    

Założeniem antologii, wyłożonym we wstępie autorstwa Artura Nowrota, jest idea twórczego przyjrzenia się Polsce, realizowana na różne sposoby, w różnych konwencjach i stylach – od quasi-eseju, przez formę paraquizu, humor, przetworzenia legend, aż po czystej wody grozę. Od razu powiem: Rzecz Niepospolita to zbiór udany, równy, zawierający przy tym kilka tekstów naprawdę bardzo dobrych – co nie znaczy, że dostałam w tej antologii wszystko to i dokładnie to, czego się po niej, nie do końca chyba świadomie, początkowo spodziewałam.   

Przyjrzyjmy się poszczególnym tekstom. Rzecz Niepospolita ukazała się w Święto Niepodległości 2021, a ja sięgnęłam po nią zaraz po publikacji. Początek lektury nie był łatwy, bo „Barszcz” Joanny Przygodzkiej zupełnie mnie do siebie nie przekonał. W zasadzie trudno mi określić o czym jest ten tekst i dlaczego to akurat on zajmuje pierwsze miejsce w antologii – pewnie coś przegapiam i nie czytam symboliki, ale wydaje mi się on jedynie scenką, kończącą się tam, gdzie mogło się zacząć coś ciekawego. Autorce udało się efektownie opisać wieś dzieciństwa bohaterki i potem czasy jej dorosłości z post-Balcerowiczowską wsią, ale tekst jako samodzielny utwór literacki dla mnie się nie broni.

Sytuację uratowało „O Dorotce i siedemnastu rzekach” mającej już spore doświadczenie i dorobek Marty Malinowskiej: bardzo dobry tekst, sprawnie napisany, z celnie uchwyconą młodzieżową mentalnością lat 90. i naprawdę efektownie, pomysłowo opisaną Łodzią tamtych czasów. Autorka bardzo efektownie tworzy paralelę między dziewczyną a miastem, przeplata i łączy ich postacie i losy. Na dodatek decyzja o takiej lekko baśniowej, ale też swobodnej narracji-opowieści wszechobecnego narratora z dystansem wobec postaci też działa bardzo dobrze, świetnie też autorka gra metaforyką (rzeki w gorsetach kanałów – w tej jednej frazie jest cały obraz i kawałek historii). Chyba pierwszy tekst tej autorki, który aż tak mi się podobał.

„Czarnoziem” Anny Robak-Reczek to znowu wieś i znowu nastolatka – ewidentnie Zeitgeist jest taki, że tego typu postacie i miejsca są dla piszących ważne. Opowiadanie Robak-Reczek wykorzystuje ten motyw, by w prosty, ale efektowny sposób zadać pytania o kwestie rodzinnego miejsca, przywiązania do niego i cienkiej granicy między tym, że jest nam gdzieś dobrze i nigdzie nie będzie lepiej, nie chcemy więc odejść, a tym, że odejść nam nie wolno. Wybrana przez autorkę metafora pozwala na zniuansowanie problemu i pokazanie go w odcieniach szarości raczej niż czerni i bieli – czy naprawdę osieroconym dzieciom podstępem związanych z tą ziemią będzie tu źle? Co jest ważniejsze, dobrobyt i powodzenie czy prawo do decyzji o samych sobie? Wolność czy spokój i wygoda, kryjące niedopowiedzianą, ale oczywistą w kontekście przemoc? „Czarnoziem” to udany, prowokujący do myślenia, niebanalny tekst.

 „Teraz nie ma czasów” Michała Studniarka to z kolei ładnie napisana historyjka o historii i zegarkach, z odrobiną niesamowitości, ale nic poza tym. Widać, że autor sprawny, że pióro ma wyrobione, że umie stworzyć efektowne scenki i scharakteryzować postać kilkoma pociągnięciami, powiedzmy, pióra, ale zabrakło mi tu – opowieści, czegoś więcej niż prosta fabuła.

Małgorzata Gwara w opowiadaniu „O pewnej przyjaźni” sięga po konwencje słowiańskiej urban fantasy, osadzoną we współczesnych, mniej więcej, czasach, ale co rusz sięgającej w przeszłość – a to w historię rozstrzelanych w latach 40. w miejscowym lesie ofiar, a to w prasłowiańską, pogańską przeszłość, a to w lokalne legendy o pokutującym duchu królowej Bony i diabelskich skarbach. Autorka umie opisywać postacie, ale tekst rozłazi się fabularnie na kilka wątków, z których niewiele, jak dla mnie, wynika.

Przemysław Zańko, laureat Reflektora Nowej Fantastyki w 2019, wydaje się w ostatnich tekstach – jak „Jesieniarze” w NF 11/21 czy właśnie „Znieczulica” z Rzeczy Niepospolitej – iść w kierunku fantastyki mocno nieoczywistej, z pogranicza, mocno skupionej na psychologii bohaterów; o ile „Zniecuzlica” w ogóle jest fantastyką, bo elementy niesamowite w niej rozgrywają się przecież głównie w głowie bohaterki. Zańko to przy tym pisarz mimo ilościowo dość niewielkiego dorobku doświadczony, bardzo świadomy tego, co robi i jakimi środkami może swój cel osiągnąć – wystarczy popatrzeć na to, jak w „Znieczulicy” ogrywa tytułowy koncept, pokazując w pierwszoosobowej narracji swojej młodej bohaterki (to kolejna studentka/nastolatka w tym zbiorze!) teoretycznie utratę uczuć przez bohaterkę, w rzeczywistości zaś – zyskiwanie przez nią świadomości i swoistej, trudnej niezależności.   

„Rok jej powrotu” Marty Konieczny znów dotyczy młodych kobiet – w tym przypadku główna bohaterka, Maja, jest nauczycielką na początku kariery, doskonale jeszcze pamiętającą szkolne lata, dzielącą życie z partnerką-artystką – i dotyka, pomysłowo i twórczo, tematu katastrofy klimatycznej. Poczucie młodej bohaterki, że na świecie jest za ciepło, przekłada się na jej inicjatywę – motywowaną tak ekologicznie, jak i, powiedzmy, symbolicznie – o rezygnacji klasy z udziału w topieniu Marzanny. Nie zdaje sobie jednak sprawę z tego, co może oznaczać rezygnacja z tradycji, z odwiecznego rytuału… To jest bardzo udany tekst, niebanalny, ciekawy także na płaszczyźnie stylistycznej, nieoczywisty przy tym, jak chodzi o przesłanie. Mocny punkt antologii.

Kolejny tekst to „Stacja Chicago Wałbrzych 20 21”, którego autorką jest Lena Dominczak. No pogubiłam się w tym tekście, choć konstrukcyjnie nie jest bardzo skomplikowany. Dotyka, owszem, tematu, który w Rzeczy niepospolitej powinien był się znaleźć, a mianowicie – emigracji i Polaków poza Polską, i bardzo mnie ucieszył fakt, że taki temat, ogromnie przecież kulturowo istotny dla naszej historii i współczesności, tu zaistniał. Niestety, tekst jako taki mnie nie przekonał – wydał mi się przeładowany efektami, pomysłami i literackimi grami, mniej lub bardziej udanymi (jak ta gra z i użyciem imion Dżesika i Brajan). Gdzieś pod tymi wszystkimi gierkami i pomysłami zgubiło mi się znaczenie tekstu, niestety, choć oczywiście możliwe, że czegoś nie zauważyłam.

„Jak to z Marianną było” Justyny Hankus to kolejny w zbiorze tekst o młodej kobiecie – tym razem o maturzystce, której przydarza się wielka miłość i nieuchronna zdrada. Ładnie to napisane, ale brakło mi tu czegoś wychodzącego poza prostą opowiastkę sięgającą gdzieś ku obyczajowej współczesnej wiejskiej historii, gdzieś ku urban fantasy.

Podobnie jest w przypadku opowiadania Karola Matlachowskiego. “Krótka pięćdziesiątka” To również jest sprawnie napisany tekst, skomponowany i stylistycznie złożony z biglem, ale też pozbawiony drugiego dna – ot, historyjka niemiłego pana i jego żałosnej kariery wykorzystywacza kobiet, z dość chyba niepotrzebną niesamowitością w tle.

Tekstów Pneumatycznej Duszy nie skomentuję – są pewnego rodzaju quasi-interaktywną grą z czytelnikiem, ale w tym zbiorze wydały mi się pretensjonalnym i niepotrzebnym przerywnikiem. Mam wrażenie, że lepiej sprawdziłyby się samodzielnie, nie w środku antologii tekstów literackich.

„Chochoły” Anny Łagan to kolejny w zbiorze tekst, odwołujący się do kombinacji „Covid + protesty”. W tekście Łagan ramą jest historia ojca, który przyjeżdża do Krakowa w poszukiwaniu córki, z którą kontakt urwał się po kolejnym proteście. Dużo tu dobrej woli i życzliwości wobec świata – wobec ewidentnie queerowych przyjaciół Julii, wobec osób dotkniętych bezdomnością – a Łagan jest sprawna pisarsko, ale trochę rozłazi się ten tekst fabularnie i trudno mi powiedzieć, co autorka chciała zrobić, co przekazać. Ale może to moja wina jako czytelniczki, bo jakoś podświadomie oczekiwałam po tych tekstach czegoś więcej niż historyjek osadzonych w Polsce, może jakichś rozliczeń z polskością, z naszymi wariantami problemów uniwersalnych? W każdym razie motyw chochołów i chocholego tańca Łagan ogrywa efektownie i pomysłowo, a postacie kreuje wiarygodnie – mój brak zachwytu nie wynika tu bynajmniej z warsztatowych niedociągnięć, a z zupełnie swoistej, własnej potrzeby lekturowej.

„Tam” Wojciecha Guni to jak zwykle u tego autora tekst świetny literacko, klimatyczny i nastrojowy, także skupiony na postaciach kobiecych, choć tym razem nie tak młodych, niejednoznaczny i intrygujący. Gunia też opowiada raczej indywidualną historię bohaterki / bohaterek, wciągając osobę czytającą coraz głębiej w dzieje traum bohaterki i jej konfrontację z pamięcią / niepamięcią. To pamięć i przeszłość stanowią tu, jak mi się zdaje, klucz do psychiki bohaterki i do jej historii: historii osobistej tragedii, bardzo kobiecej straty i prób poukładania wszystkiego    

„Genius” Julii Żmudki to zabawa formą, opowieść-opowiadanie-esej o wrocławskim budynku Solpolu – niekoniecznie mój typ literatury, ale nie sposób odmówić autorce poczucia humoru, pomysłowości i panowania nad literacką materią – a i wybór budynku, wpisującego się w sporo głośnych ostatnio debat wokół estetyki przestrzeni, dziedzictwa transformacji ustrojowej i generalnie polskich miast, jest nader celny.   

Olga Niziołek wydaje mi się jedną z najciekawszych polskich debiutantek ostatnich lat i opowiadanie z Rzeczy Niepospolitej, zatytułowane “Sześć wskazówek, jak biegać w ciemnościach” tylko mnie w tej opinii umocniło. Odpowiedziało też na moją potrzebę, której nie zwerbalizowałam sobie przed początkiem lektury, ale która musiała gdzieś tkwić, co widzę po swoich reakcjach – potrzebę szukania w opowiadaniach z Rzeczy Niepospolitej pewnej uniwersalności, czegoś więcej niż efektownych i dobrze opowiedzianych historii. Niziołek osiąga ten efekt, sięgając po bliskie sobie weirdowe klimaty i przyjmując nietypową narrację w formie serii ostrzeżeń przed bieganiem w ciemności – a to, jak pisze, zupełnie, ale to zupełnie coś innego, niż jogging po ciemku. Depresja i cierpienie przez nią wywołane subtelnie łączą się u Niziołek z doświadczeniami społecznymi, z życiem w tym miejscu i czasie, ale jej inteligentna metafora nigdy nie staje się oczywistą, walącą w oczy alegorią tego, co może zrobić z człowiekiem choroba, współczesność, Polska. Znakomite domknięcie antologii.

We wstępie redaktor antologii, Artur Nowrot, zwraca uwagę na wiodące, jego zdaniem, tematy antologii: rolę tradycji, jednostkę i jej walkę o autonomię oraz znaczącą rolę krajobrazu. Zgadzam się z tą intuicją. Dodałabym, że Polska w tym zbiorze ma twarz młodej kobiety, zwykle z małego miasteczka i bezdyskusyjnie polskiej, jak chodzi o tożsamość etniczną i kulturową – i to jest dobre, bo taka perspektywa jest cenna i ciekawa, a nie taka wcale strasznie w polskiej fantastyce częsta. Trochę mi jednak szkoda, że innych twarzy jest tu tak mało, że tak niewiele tu refleksji nad kobiecą dojrzałością, queerowymi tożsamościami, starością Polaków, nad emigrantami i imigrantami, nad Polakami i Polkami o innych etnicznościach i tradycjach. Trochę mi tego zabrakło. Niemniej jednak, to jest przy tym niewątpliwie udany zbiór i ciekawa pozycja na polskim rynku opowiadań roku 2021 – mogę mieć uwagi, ale będę zdecydowanie zachęcać, by po niego sięgnąć.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s