Nawiedzony dom w Meksyku

Jeżeli szukacie dowodu, że to samo opowiedziane inaczej równa się nie to samo, to Mexican Gothic Silvii Moreno-Garcii jest, moim zdaniem, znakomitym przykładem.

Uwaga: recenzja zawiera spojlery.

 

No bo zobaczmy: młoda kobieta, wrażliwa i delikatna, żyjąca marzeniami, spotyka enigmatycznego, fascynującego cudzoziemca. Po krótkiej znajomości biorą ślub i wyjeżdżają do jego rodzinnego domu: ponurej wiktoriańskiej posiadłości, gdzie jego dziwaczna rodzina pielęgnuje paskudny, ponury sekret. Niedługo potem młoda żona zaczyna wysyłać niepokojące listy do wuja. Jej energiczna i pełna życia, choć niekoniecznie bardzo rozsądna młodsza kuzynka zostaje posłana formalnie w gości, a w rzeczywistości – na przeszpiegi i wkrótce odkrywa, że w tym domu nic nie jest tym, czym się wydaje…

Znacie? No znamy, z mnóstwa wersji i wariantów. Meksykańsko-kanadyjska pisarska, Silvia Moreno-Garcia, wzięła na warsztat klasyczną gotycką opowieść o nawiedzonym domu i zdegenerowanym rodzie – i, jak już sam tytuł jej powieści sugeruje, powtórzyła klasyczne tropy absolutnie świadomie i celowo.

Wydawałoby się, że w takiej sytuacji będziemy mieć do czynienia co najwyżej z przyjemnym czytadłem, ze starannym odegraniem zdanej historyjki w znanych realiach. W rzeczywistości przynajmniej ja czytałam z autentycznym podziwem. W klasyczną gotycką opowieść o tym, jak młoda, zamożna i nie bardzo jeszcze wiedząca, czego chce od życia Noemí Taboada pojechała do posiadłości High House, by dowiedzieć się, jak układa się małżeństwo jej kuzynki Cataliny z tamtejszym dziedzicem, Virgilem Doylem, Moreno-Garcia wpisuje bowiem, subtelnie i pomysłowo, nowe tematy i motywy.  

Tych klasycznych tropów jest u niej sporo, począwszy od konstrukcji głównych postaci: pozornie trzpiotkowata Noemí, która, przyciśnięta, okazuje się mieć stalową wolę i żelazne nerwy,  zakochana w romantycznych baśniach i brytyjskich gotyckich powieściach Catalina, upiorny wuj Howard – prastary pan domu, przystojny, ale okrutny i pozbawiony serca Virgil, stojąca bezwzględnie wiernie u boku pana i władcy, zarządzająca domem ponura siostrzenica – każde z nich jest inkarnacją jakiegoś typu postaci, które spotykamy w takich opowieściach. Podobnie jest z samą fabułą, która podąża za zestawem znanych i typowych dla gatunku tropów. Mamy tu i tonące w wiecznych mgłach ponure niemal-zamczysko i położony tuż przy nim cmentarz, i sugestię wampirycznej natury mieszkańców (ich wielokrotnie podkreślana bladość i ciemność panująca w domu), i historię rodzinnej zbrodni. Ta związana jest z postacią kuzynki Virgila, Ruth, która w przeddzień swego ślubu zamordowała rodziców, narzeczonego i wujostwo, po czym popełniła samobójstwo. Mamy i snujące się po domu duchy, i Catalinę w roli szalonej żony zamkniętej w domu, i oczywiście – tu już bliżej jesteśmy Poego czy nawet Lovecrafta, którego Moreno-Garcia już wcześniej traktowała jako inspirację – mroczne nadnaturalne tajemnice. Autorka spójnie i sprawnie układa z tych znanych klocków wciągającą fabułę – ale też między nie wkłada to wszystko, dzięki czemu Mexican Gothic wydało mi się tak efektowną i tak udaną powieścią.

Po pierwsze  – miejsce. Rodzinny Meksyk autorki nieprzypadkowo pojawia się już w tytule powieści. Zarówno lokalne tradycje – w tym przypadku będące inspiracją dla przetworzonych przez przodka rodu rytuałów – jak i kwestie relacji z Europejczykami pojawiają się w powieści w znaczącej roli. Te drugie są może najciekawsze, bo Moreno-Garcia naprawdę niebanalne i subtelnie ogrywa kolonialno-rasowe obsesje rodziny Doyle: fakt, że (jak wampiry w ludowej tradycji) przywieźli sobie z rodzinnej Anglii ziemię po to, by to, co hodują, miało właściwą glebę, przez eugeniczne obsesje pana domu i stale powracający kontrast między bladością Doyle’ów, naznaczającą ich zarówno jako istoty związane z ciemnością i złem, jak i jako obcych, białych, Europejczyków, a kolorem skóry lokalnych mieszkańców. Nieprzypadkowo Doyle’owie to właściciele upadłej kopalni srebra, którzy, póki mogli, eksploatowali swoich robotników, zarówno sprowadzonych z Anglii, jak i lokalnych, dość bezwzględnie, a po śmierci – starannie ich segregowali na miejscowych i przyjezdnych; tych ostatnich grzebali na własnym cmentarzu, tymi pierwszymi za bardzo się nie martwili. Całe High Place jest na wskroś brytyjskie, od wiktoriańskiej formy domu aż po fakt, że choć od pokoleń mieszkają w Meksyku, Doyle’owie i ich brytyjska służba w zasadzie nie mówią po hiszpańsku. Jedynym wyjątkiem jest Francis Doyle, syn kuzynki-klucznicy – ale on w ogóle jest w tej powieści postacią stojącą na granicy światów.

To delikatne ogrywanie kwestii kolonializmu widoczne jest także w kluczowym motywie fantastycznym powieści. To, jak patriarcha rodu wykorzystał, wykrzywił i sprofanował magiczne tradycje niewielkiego kultu, z którym się spotkał, jak zabrał coś, co należało do małej, zamkniętej wspólnoty i przemienił w monstrualne narzędzie do podbudowywania własnego ego i własnej żądzy nieśmiertelności, da się zinterpretować właśnie w taki sposób. Moreno-Garcia jest przy tym bardzo oszczędna we wnioskach – jej bohaterka nie mówi nic wprost, nie wygłasza uwag o Brytyjczykach ani o tym, jak traktują miejscowych; autorka wniosków nam nie podsuwa, raczej zostawia je do wyciągnięcia czytelnikowi. Ale też nieprzypadkowo ci, którzy przeżyją spotkanie z wiktoriańskim domem i zanurzoną w przeszłości rodziną Doyle’ów, będą szukać swego miejsca w tętniącym życiem, barwnym i nowoczesnym Mexico City, uciekając od koszmarów, które powinny pozostać w przeszłości do nowego, pełnego życia świata.

Po drugie, w gotyckim romansie Moreno-Garcii jednym z kluczowych motywów jest rodzina – a właściwie dwie rodziny. Z jednej strony mamy Taboadów: Noemí, jej bogatego i ustosunkowanego, mocno przy tym tradycyjnego ojca i wychowaną razem z nią sierotę-kuzynkę Catalinę. Autorka sprytnie nas tu ogrywa, ukazując w pierwszym rozdziale spór Noemí z ojcem, dotyczący jej przyszłości (ojciec nie chce jej puścić na studia) i chłopaka, z którym akurat się umawia: robi w ten sposób wrażenie, jakby konflikt rodzinny w powieści miał być na linii „nowoczesna, wyzwolona młoda kobieta versus tradycyjny ojciec meksykańskiej rodziny”. Tymczasem spory rodzinne Taboadów ostatecznie ukazane są jako normalna, naturalna część życia i przestają być ważne, gdy ktokolwiek z rodziny znajdzie się w niebezpieczeństwie (no i okazuje się, że w ocenie swojej córki jako nie bardzo wiedzącej, czego chce, pan Taboada ma sporo racji).

Autentycznie dysfunkcyjna jest za to rodzina Doyle’ów. Jej szkielety w szafie – morderstwa, ofiary z ludzi, incest, paskudne rytuały – wpisują się w tradycyjne rekwizytorium gatunku. To jednak, co naprawdę ciekawe, dzieje się obok. Moreno-Garcia pokazuje – rysując relację między patriarchą rodu, Howardem, a jego krewnymi i podwładnymi jednocześnie – moralnie niszczycielski związek oparty na despotyzmie ojca rodziny i wymaganiu absolutnego posłuszeństwa, aż do zatracenia samego siebie, od wszystkich dookoła. Prawdziwą klątwą rodziny Doyle jest, tak naprawdę, to chore uzależnienie od woli i kaprysów przodka, opętanego ostatecznym, egoistycznym pożądaniem trwania za wszelką cenę – nieprzypadkowo wielokrotnie pada wobec niego określenie bóg. Jego sama obecność wykrzywia wszystko i wszystkich: summa summarum, to ona zabiła robotników, pozbawiła woli służbę, skazała na śmierć dwie żony i parę innych osób, doprowadziła Ruth do morderczej pasji, a Catalinę do ciężkiej choroby. To ona uczyniła z Florence bezwzględną więzienną strażniczkę, a z Virgila – gwałciciela bez sumienia. Jedynym, który jakoś ocalił część swego człowieczeństwa, jest syn Florence, Francis, który w subtelny sposób odgrywa w sumie w tej powieści rolę damsel in distress. Autorce zresztą charakterystyki postaci wychodzą wiarygodnie (nie pierwszy zresztą raz, na świetnie zarysowanych postaciach trzymają się w zasadzie wszystkie jej teksty) i psychologicznie prawdziwie. Niewiele tu potworów sensu stricto, więcej – ludzi, których wykrzywiła doznawana przemoc i którzy potrafią wyłącznie powtarzać wzorce, na jakich ich wychowano. Bardzo efektownie też wychodzi autorce kreowanie nastroju grozy – od niemal pastiszowych opisów gotyckiej mgły na cmentarzu przez sugestywną atmosferę narastającej niesamowitości w domu aż po namacalny, cielesny koszmar domu-żywej istoty.

Podsumowując – gdyby nie było tego widać z tonu całej recenzji – polecam z całego serca, podobnie jak resztę twórczości autorki.    

One thought on “Nawiedzony dom w Meksyku

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s