Wielki detektyw, choć mysz

Najkrótsza recenzja powinna brzmieć tak: w 1986 roku, adaptując serię książeczek dla dzieci, Disney wyprodukował pierwszego steampunkowego Sherlocka Holmesa, lepszego niż większość steampunkowych/steampunkujących wersji przygód wielkiego detektywa, jakie później napisano i nakręcono. Jednocześnie, na dobrych piętnaście lat przed eksplozją Shrekopodobnego pisania scenariuszy animacji jednocześnie dla dorosłych i dla dzieci, team scenarzystów Wielkiego mysiego detektywa napisał taką właśnie historię – choć to, co jest w niej nie dla dzieci, wiąże się raczej z poziomem fanowskiej wiedzy o twórczości Conan Doyle’a i jej klasycznych ekranizacjach.

Jak pewnie trochę widać z tego bloga, twórczość Conan Doyle’a lubię i znam ją – w miarę, z prawdziwymi znawcami nie mogę się równać. Wielki mysi detektyw, oglądany po raz pierwszy lata temu, sprawił mi, jako czytelniczce Doyle’a od jakichś niepamiętnych ponad trzydziestu lat, niesamowitą radość. No bo przyjrzyjmy się, na ilu poziomach ten film bawi się Holmesowską tradycją.

Na pierwszym, podstawowym poziomie jest, oczywiście, sam zarys fabuły. Na Baker Street pod numerem 221B mieszkają słynny detektyw Sherlock Holmes i jego towarzysz doktor Watson; sylwetkę Holmesa, grającego na skrzypcach, widzimy nawet w pewnym momencie w filmie, a obu panów słyszymi (o czym za moment). Ale nie są oni jedynymi lokatorami tego mieszkania. Pod 221 B na Baker Street miesza jeszcze jeden detektyw.

Basil, tytułowy wielki mysi detektyw, ma odpowiedni kapelusz, lupę i ekscentryczne nawyki: gdyby Sherlock Holmes miał bliźniaka-mysz, Basil by nim był. Mieszka z gospodynią, panią Judson, ale nie ma nikogo, kto mógłby pomagać mu w rozwiązywaniu kryminalnych zagadek i kto wsparły go w morderczym, wieloletnim pojedynku intelektów, jaki Basil toczy z mysim (he he) Napoleonem zbrodni, złowieszczym profesorem Ratiganem. Znaczy, nie ma aż do dnia, kiedy u jego drzwi stanie mała, zagubiona Olivia Flaversham, której tatę, mysiego mistrza-zabawkarza, uprowadził jednonogi nietoperz. A dziewczynce towarzyszy dżentelmen, doktor David Q. Dawson, weteran z Afganistanu, gdzie służył w 66t regimencie Jej Królewskiej Mysiej Wysokości. Doktor spotkał małą na deszczowej londyńskiej ulicy i pomógł jej znaleźć drogę – a Basil szybciutko się zorientował, że za porwaniem jej taty stoi wspomniany wyżej złowieszczy mysz (he he).


And, honey, you should see me in a crown…

Jak Ratigan mógłby nie być złowieszczy? Nie dość, że oparty jest na postaci profesora Moriarty’ego, nie dość, że ma perfidny plan przejęcia, bagatelka, władzy nad imperium, to jeszcze na dodatek mówi głosem Vincenta Price’a. To jest kolejny poziom gry z Holmesowskim kanonem i generalnie z tradycją w tym filmie: odwołania wychodzące poza fabułę i poza schematy wizualne czy cechy charakteru postaci. Vincent Price wnosi przecież do postaci Ratigana całą swoją aktorską przeszłość, całą wielką tradycję popkulturową, jaką reprezentuje. W tym samym duchu utrzymane są decyzje użycia, dla Holmesa i Watsona, fragmentów nagranych głosów Basila Rathbone’a i Nigela Bruce’a, klasycznych wykonawców tych ról których nie trzeba przedstawiać nikomu, kto o świat ekranizacji Conan Doyle’a się choćby otarł. Obaj panowie już nie żyli, kiedy kręcono Detektywa, użyto więc fragmentów ich dialogów z ról, jakże by inaczej, Holmesa i Watsona. A i w tej samej konwencji mieści się ta urocza nie-całkiem-dla-dzieci scena z oszołomionym Dawsonem tańczącym z tancerkami na scenie – kto widział cudowne Prywatne życie Sherlocka Holmesa będzie wiedział, o czym mówię.

Basil jest zresztą równie Holmesowski jak sam Holmes. Film fantastycznie wręcz podchwytuje pewne specyficzne cechy tej postaci: Basil jest błyskotliwy, ekscentryczny i nieprzewidywalny. Bywa obcesowy i wydaje się chwilami bez serca (ten moment, kiedy mówi Olivii, że nie ma czasu na zaginionych tatusiów), jest przy tym skłonny do depresji i więcej niż trochę zakochany we własnym intelekcie (och, on by wolał umrzeć niż uznać, że Ratigan go ostatecznie pokonał!). Jest jednak przy tym lojalny i zdolny do poświęceń, a o przyjaźni nie umie mówić, za to umie ją okazać. Jest, innymi słowy, znakomitą wariacją na temat postaci Holmesa.

Sama kompozycja narracji i świat, w którym się to wszystko dzieje, jest też, oczywiście, jak z Conan Doyle’a, ale w ogóle troszeńkę też jak z czarnego kryminału (ten bar, gdzie panna Kitty Mouse śpiewa piosenkę wyjątkowo nie dla dzieci!). Mamy porwania, podstępy, perfidny plan zawładnięcia królową i królestwem w dniu diamentowego jubileuszu. Mamy galerię łotrów spod ciemnej gwiazdy, z rozkosznie durnowatym Fidgetem i tą nieszczęsną myszą-pijakiem, której niebacznie wyrywa się słowo na „sz”…. Mamy śmiertelne niebezpieczeństwo wiszące nad bohaterami i cudowne ocalenie dzięki szlachetności Dawsona i błyskotliwości Basila.

No i mamy, w 1986, zupełnie fantastyczną steampunkową historię, zanim jeszcze steampunk na szerszą skalę zaistniał w czytelniczej świadomości (to są niemal dokładnie lata powstawania pierwszych ważniejszych steampunkowych powieści, patrz Tim Powers). No bo popatrzcie: jest pełna suspensu scena w sklepie z mechanicznymi zabawkami. Są dziwaczne latające pojazdy, którymi poruszają się bohaterowie. Jest mistrz-konstruktor jako ofiara porwania, no i jest, w centrum intrygi, mechaniczna kopia królowej Mousetorii, użyta do zastąpienia jej samej i przejęcia władzy przez Ratigana. Jest królowa Wiktoria i jej mysi odpowiednik, są ponure londyńskie uliczki i tylko Kuby Rozpruwacza brakuje (ale jest mordercza kocica). No i są (acz to już nie steampunkowo) absolutnie urocze piosenki.

Bardzo, bardzo polecam. Szczerze mówiąc, polecam także i tym, którzy nie przepadają za klasycznymi Disneyowskimi animacjami. Wizualnie Detektyw to podobny styl, co, powiedzmy, 101 dalmatyńczyków, ale historię obejrzy z przyjemnością także i ta osoba, która woli kryminały od kreskówek.

One thought on “Wielki detektyw, choć mysz

  1. Pingback: Blog ninedin

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s